Dziecko i cukier - wszystko, co musisz wiedzieć o słodyczach

czwartek, 20 września 2018

Dawniej jadło się słodycze...
Dawniej standardem było, że babcia przyjeżdżała z czekoladą...
Dawniej często w niedzielę po obiedzie (rosole i kurczaku ;)) była szarlotka lub lody po kościele...
Przecież jedliśmy te słodycze i żyjemy!

Też tak myślisz? To wytłumacz mi, jak to jest, że kiedyś pierwszy przegląd dentystyczny mieliśmy zwykle, gdy rosły nam pierwsze zęby stałe, a próchnica w przedszkolu czy pierwszej klasie była ewenementem?

Ja Ci odpowiem. Słodycze jedliśmy okazjonalnie. Rzadko kupowaliśmy je bez okazji. Ja moją babcię odwiedzałam 4 razy w roku, bo jechaliśmy do niej przez pół Polski autobusem z kilkugodzinną przesiadką. Te szarlotki miały dużo jabłek, a małą ilość cukru. A moja druga babcia to dopiero go skąpiła! Jej kompoty z wiśni były tak kwaśne, że buzię wykręcało! Pierwszy raz u dentysty byłam w wieku 7 lat, bo mleczny ząb się ruszał i nie chciał wypaść, a stały rósł krzywo. Słodycze w paczce mikołajkowej z pracy rodzica to było coś. W każdym razie tak było u nas w małych miastach.

Dopiero szkoła podstawowa i własne kieszonkowe przyniosły przełom. W sklepiku szkolnym mieliśmy nie tylko drożdżówki, ale też czipsy, paluszki, wafle, małe pojemniczki kremu czekoladowego wylizywane palcem i oranżadę musującą, której przecież nikt nie wsypywał do wody, tylko wybierał językiem i śmiał się ze strzelania w buzi.

Pojawiły się słodycze w nagrodę (nikt nas wcześniej w wieku przedszkolnym nie nagradzał, przecież my MUSIELIŚMY być grzeczni). Pojawiło się kompulsywne jedzenie. Gdzieś w liceum lub na studiach pojawiło się zażeranie smutku czy stresu, bo sporo naszych rodziców dużo pracowało lub budowało dom, a problemy dzieci były takie małe i nieistotne.

Czy teraz się coś zmieniło?

1) Teraz mamy olbrzymi wybór słodyczy. Pojawiły się cudowne Lindty i Ritter Sporty, którym jeszcze ciężej się oprzeć.
2) Społeczeństwo jest dużo bogatsze i nie mamy problemu, żeby włączyć słodycze do codziennym zakupów, czy nagradzać każdą wizytę u lekarza Kinderkiem.
3) Odległości komunikacyjne bardzo się zmniejszyły, więc babcie ze słodyczami wpadają dużo częściej.
4) Chcemy dać dzieciom to, czego samym nam brakowało. A brakowało nam dobrobytu, którego symbolem łatwo stały się słodycze.

Tylko przy tym wszystkim medycyna rozwinęła się znacząco, mamy badania pokazujące wpływ cukru na organizm. Wiemy już, że nie tylko zwiększa on ryzyko cukrzycy (ale to przecież za dziesiątki lat, wiec co tam!), ale też obniża zdolność koncentracji, wpływa na nadpobudliwość dziecka, jego wahania nastrojów. Czy nie powinniśmy zweryfikować swojego podejścia do cukru?

Nowe znaczenie nadane słodyczom

W czasie wielu lat nasze pokolenie nadało słodyczom wiele nowych funkcji. Stały się nagrodą i motywatorem (jak napiszę te trudne podanie, to nagrodzę się kawą i czekoladą), wzmocnieniem spotkań towarzyskich (no jak to bez kawy i ciasteczka?), namiastką luksusu (nie kupię sobie drogiego auta, ale już mogę kupić sobie belgijskie czekoladki czy francuskie trufle), potwierdzeniem statusu społecznego (jak z tymi czekoladkami wpadnę na urodziny do znajomych...), receptą na smutek, stres. Zobacz poniżej, ile funkcji słodyczy wymieniłam. 


Cukier nie pełni tylko funkcji odżywczej, ale też psychiczną. Często jemy kompulsywnie, idziemy na skróty, na chwilę zaspokajając swoje potrzeby, ale tak naprawdę zagłuszając problemy, a nie je rozwiązując. 

Moje i Twoje uzależnienie

Cukier ma zresztą wpływ na naszą gospodarkę hormonalną (wydzielanie endorfin, serotoniny, insuliny). Możemy wpaść w uzależnienie. Ale dla wielu to takie uzależnienie z przymrużeniem oka. Niższej klasy niż alkohol i narkotyki. Bo przecież po cukrze nikt nie zabija w amoku, nikt nie rozbija się samochodem, cukier nie rozbija rodzin, nikogo nie zabija. A właściwie zabija, tylko po wielu wielu latach, więc powiązanie przyczyny i skutku już jest mniej oczywiste. Myślenie strategiczne też chyba nie jest naszą mocną stroną.

Chcesz sprawdzić, jak bardzo jesteś uzależniony? - odstaw go na kilka dni i zobacz, co się stanie. Ja kiedyś z koleżanką z pracy zawarłam układ, że odstawiamy cukier w ramach postanowienia wielkopostnego. Środa Popielcowa przeszła gładko, bo wtedy i tak Chrześcijanie poszczą i jedzą trzy posiłki, więc mózg miał jakąś racjonalizację. Ale kolejne dwa dni w przenośni chodziłam po ścianach. Mój organizm domagał się cukru, jak narkotyku. Dopiero po kilku dniach organizm się ustabilizował i wszystko się unormowało.

Teraz myślę przede wszystkim o tym, że przy niewielkiej nadwadze mam spore obtłuszczenie organizmu i cukrzyca typu II powoli skrada się pod moje drzwi. Potrafię długo nie jeść słodyczy i z każdym dniem jest łatwiej, bo organizm coraz bardziej się przestawia. Za to potrafię na imprezie zasiąść z miską czipsów, one tak się do mnie wtedy uśmiechają. Ale moją największą słabością jest zażeranie stresu. Racjonalne myślenie sobie, a nerwy sobie. Czy chcę, żeby Mania poszła moją drogą? Bynajmniej!

Nasze dzieci tyją szybciej niż Amerykanie!

Cukier jest taki niewinny. Jak to tak, odbierać dzieciom dzieciństwo! Wielu rodziców nadal jest w #teamszczęśliwedzieciństwo. Tylko że szczęśliwe dzieciństwo, to beztroska zabawa, to spacer, to chwile razem, to niepoganianie, to rozmowy. Nie wiem, dlaczego tak ciężko z tym przebić się do tych osób. Jedna pani psycholog pisała, że rodzice są najbardziej odporną grupą społeczną na wiedzę naukową, uwielbiają racjonalizować, wierzyć w mity. 

A dietetycy i pediatrzy nawołują, że polskie dzieci są najszybciej tyjącymi dziećmi na świecie. Jeszcze nie jesteśmy tak grubi, jak Amerykanie, ale za kilka lat ich przegonimy. Nałożyły się na to nie tylko transformacja gospodarcza, bogacące się społeczeństwo, ale też waga, jaką przypisujemy słodyczom.
"Czekolada to kakao, kakao to warzywo, czekolada to warzywo",
"Czekolada nie pyta, czekolada rozumie".

Co gorsza, sami wdrukujemy dzieciom nasze pojmowanie słodyczy, poprzez ich używanie do manipulacji (jak zjesz obiad, pójdziesz na lody), nadawaniu im znaczenia prezentu i nagrody (na urodziny lub jako prezent na/po wizycie u lekarza), używaniu ich do odwrócenia uwagi lub zmniejszenia smutku (boli? masz czekoladkę, zaraz ci się poprawi humor).

Jak działa cukier

Po zjedzeniu cukru (szczególnie prostego), bardzo szybko przedostaje się on z układu pokarmowego do krwiobiegu i gwałtownie zwiększa poziom glukozy we krwi. W odpowiedzi trzustka produkuje insulinę, która ma jej poziom obniżyć. Jej wrzut do krwi powoduje redukcję glukozy, zwykle poniżej pierwotnego poziomu (Ty już kończysz jeść, a Twój organizm jeszcze tę insulinę produkuje), więc łapie Cię głód, w dużej mierze głód na coś słodkiego. Za spadkiem glukozy następuje też spadek serotoniny, więc obniża się Twoje samopoczucie i łatwo się irytujesz. "Zjedz Snickersa, bo gwiazdorzysz", słyszysz. I po tym Snickersie na chwilę robi Ci się dobrze, ale organizm znów łapie alarm zalewu glukozy, którą musi redukować insuliną. I tak w kółko. Te gwałtowne zmiany, układające się na kształt sinusoidy, to tzw. huśtawka glikemiczna. Fajnie? Niefajnie.

Więc nawet gdy Twoje dziecko to żywe złoto i wydaje Ci się, że przecież wypali ten cukier, mylisz się. Ten cukier sprawia, że organizm dziecka (oczywiście dorosłego też) i jego gospodarka hormonalna wariują. W przyszłości może to skończyć się insulinoodpornością. Im prostszy cukier, tym szybciej dostaje się do krwi, a poziom glukozy rośnie gwałtowniej. Wyjątkiem jest m.in. fruktoza (czyli cukier prosty) bezpośrednio z owoców - zawarty w nich błonnik spowalnia jej wchłanianie (mądra ta natura, co?), co oczywiście nie znaczy, że można bezkarnie obżerać się owocami. Lepsza więc bułka niż batoniki i lepsza żytnia bułka niż pszenna (nawet jak w składzie mają tyle samo węglowodanów).

Jakie są skutki spożywania cukru

  • Bieżące psychofizyczne - nadpobudliwość, nerwowość, gorsza koncentracja, skoki nastrojów, osłabienie, brak apetytu, itp. Obecnie, jak grzyby po deszczu pojawiają się rodzice, którzy twierdzą, że ich dziecko ma ADHD czy problemy z nauką, a w praktyce często wystarczy odstawić cukier. 
  • Medyczne - najpierw próchnica i trądzik, potem otyłość, szybsze starzenie się organizmu, problemy ze stawami, insulinoodporność, stłuszczenie wątroby, podwyższony cholesterol, podwyższone ciśnienie, stany zapalne, cukrzyca, miażdżyca, udar (badania pokazały, że osoby, u których dodany cukier odpowiada za 17-21% przyjmowanych kalorii mają zwiększone ryzyko zgonu na choroby krążenia o 38% wobec tych, u których cukier stanowił tylko 8%), nowotwór (badania pokazały, że 20% nowotworów wynika z nadwagi), uszkodzenie nerek.
  • Społeczne - nie oszukujmy się, współczesny świat stawia bardzo wysokie wymagania dotyczące wyglądu. I jak nie jestem zwolennikiem zostania więźniem ideału wyglądu i chciałabym, żeby w ludzie przestali wreszcie zwracać uwagę na wygląd, to nadal wierzę, że tucząc nasze dziecko jak świnkę, możemy sprawić, że kiedyś wpadnie w anoreksję lub bulimię, może zostać odrzucone przez rówieśników.
  • Psychologiczne - gdy nauczymy dziecko zagłuszać problemy przez nagły wyrzut serotoniny, tak naprawdę nie nauczymy ich rozwiązywać tych problemów. Dziecko odrzucone przez rówieśników może stać się wycofane, przestać wierzyć w swoją stwórczość i panowanie nad swoim życiem.

Jak odstawiałam słodycze mojemu dziecku

Przyczyny były właściwie dwie: awantury o słodycze, ale takie z histeriami i rzucaniem się na podłogę, oraz coraz słabszy apetyt związany z dosyć typową dla dziecka w tym wieku fazą niejadka. Te awantury będące skutkiem uzależnienia męczyły psychicznie i mnie i ją. Pojawiła się wtedy myśl o radykalnym odstawieniu cukru. A potem przeczytałam we wpisie Niny Wojtyry, dietetyczki, która stara się szczególnie pomagać małym dzieciom, że aby niejadek odzyskał apetyt trzeba mu odciąć słodycze (plus kilka innym fajnych metod, jak podanie kawałka owocu pół godziny przed jedzeniem na pobudzenie soków trawiennych, itp - zajrzyjcie, poczytajcie). I wtedy upewniłam się, że moje postanowienie było słuszne.

Odstawiłam całkowicie słodycze Mani. Z dnia na dzień. Wyjaśniłam jej, że mają tak dużo cukru, że zaburzają apetyt (nie wiem, ile z tego zrozumiała, ale nie chciałam, żeby odebrała to jako karę). Powoli, po paru dniach sytuacja zaczęła się normować. Skończyły się histerie na podłodze. Poprawił się apetyt. Wszyscy stali się spokojniejsi. Skutki były tak dobre, że Mężny przecierał oczy ze zdumienia.Więc jak mi ktoś mówi o odbieraniu dzieciom dzieciństwa, to myślę sobie, że lepsze dzieciństwo jest bez histerii, bez męczenia się przy stole, bez nerwów, bez "wścieklizny" wywołanej zwiększonym poziomem cukru we krwi.

Oczywiście wszystko nie jest takie czarno-białe. Mania poprosiła, żeby przywrócić jej słodycze, jak już zacznie sensownie jeść, co zrobiłam. Ale staram się dawkować je w mniejszej ilości, nie codziennie i częściej jemy gorzką czekoladą, a bardzo unikamy lizaków. Okazjonalnie zdarzy się jej zrobić o słodycze jakąś awanturę (już bez leżenia na podłodze), na imprezach rzuci się na paluszki, ale póki co mogę powiedzieć, że wszystko jest w granicach zdrowego rozsądku. Jak za jakiś czas cukrowe szaleństwo zacznie się nasilać, pewnie kolejny raz obetnę słodycze do zera.

Ten proces nie udałby się bez pracy mojej nad dzieckiem i samego dziecka nad sobą. Mania potrafi zbierać otrzymywane od naszych gości słodycze w pudełeczko i okazjonalnie je sobie dawkować. Potrafi powiedzieć tacie, że nie idzie na lody, bo w przedszkolu były urodziny i cukierki. Jako czterolatka ma sporą samoświadomość w tym temacie. Ale o motywacji jeszcze poniżej.

Kultura jedzenia słodyczy

Kiedyś mówiono o tym, że Polacy nie mają kultury picia. To dlatego w Polsce jest zakaz picia w przestrzeni publicznej, a w wielu innych krajach jest to normalne. Dalej można spotykać kogoś pijanego i awanturującego się na ulicy, a do mojej sąsiadki nie dotarł stolarz, bo zapił, ale tak naprawdę jedyne osoby, które widziałam pijące wino (i to nie jeden kieliszek!) w czasie przerwy na lunch, a potem bardzo wesołe wracające do pracy i mające problemy spójnie mówić na prezentacji, to Włosi i Francuzi. Polacy naprawdę nauczyli się pić alkohol.

A czy mamy kulturę jedzenia słodyczy? Z moim obserwacji wynika, że albo dzieci jedzą je do oporu, albo rodzic próbuje im je ograniczyć, np. przez jedzenie słodyczy tylko w weekendy. Czasem są w team #nigdyniedamsłodyczy, tylko może (nie musi) się to skończyć tym, że w którymś momencie dziecko zerwie się z łańcucha i rzuci się na słodycze - słodycz będzie zakazanym owocem.

Francuzi np. dają słodycze swoim dzieciom dosyć regularnie (zwykle na podwieczorek), ale starają się wybierać te mało słodkie i mało przetworzone (czekolada, budyń, tarta z owocami).

Tłumacz a nie tylko zakazuj, czyli o motywacji

Każde działanie ma dużo lepsze i trwałe skutki, jeżeli wynika z wewnętrznej motywacji człowieka, a nie z zewnętrznych zakazów i nakazów. Niezależnie od tego, czy zdecydujesz, że w ogóle nie jecie słodyczy czy je ograniczacie, za tymi zasadami musi iść nauka. Im dziecko starsze, tym ta nauka musi być poważniejsza.

Jeżeli zabronisz dziecku jeść słodyczy "bo tak", ono długo nie wyciągnie po nie ręki, bo nie zna ich smaku, ale w którymś momencie pojawi się ciekawość lub pojawią się inne dzieci z innymi zasadami, pojawią się urodzinowe cukierki w przedszkolu. U nastolatka pojawi się pomysł, że "przecież jestem dorosły, więc wszystko mogę, co mi ktoś będzie zabraniał".Hulaj dusza, piekła nie ma! Pamela Druckermann w książce "Dlaczego w Paryżu dzieci nie grymaszą" opisała, jak swojej córce prawie nigdy nie dawała słodyczy. A potem doznała szoku, gdy po obchodzie Halloweenowym inne dzieci zjadły 2-3 cukierki i oddały swoje koszyczki rodzicom na przechowanie, a jej córka schowała się w kącie i z błędnym wzrokiem próbowała naraz zjeść wszystkie zebrane słodycze. I żeby nie było, że ja optuję za wprowadzaniem słodyczy - ja optuję za edukacją.

Jeżeli zamierzacie słodycze wprowadzać, ale ograniczać, dobrze powoli włączać w menu te domowe słodkości czy gorzką czekoladę. Najpierw możecie ustalić zasady typu "jemy słodycze tylko w weekendy" lub "jemy jednego cukierka czy kostkę czekolady dziennie". Potem, wraz z solidną edukacją, coraz większa decyzyjność należy oddawać dziecku. To tak jak z regularnym wydzielaniem dziecku 2 zł vs. nauczenia go zarządzania swoim budżetem. Widzisz różnicę? Które dziecko w przyszłości będzie miało większą umiejętność zarządzania pieniędzmi?

W każdym procesie świadomość i samoświadomość jest ważna. Finalnie decyzja o niejedzeniu słodyczy bądź ich ograniczaniu musi być własnym postanowieniem dziecka. Ono musi wierzyć w to, że a) "słodycze są smaczne, ale wywołują choroby, więc ich nie jemy, a zamiast tego mamy inne smaczne i zdrowe rzeczy" lub b) "słodycze są smaczne, ale wywołują choroby, więc jemy je okazyjnie". Zasada "nie jem słodyczy, bo mama mi nie pozwala" prędzej czy później upadnie.

Co robić? 10 złotych zasad

  1. Nie dawaj dziecku słodyczy tak długo, jak się da. Dziecku naprawdę do nich nie jest tęskno, tak długo, jak ich nie zna. Ja nie rozumiem, czemu ma służyć dawanie roczniakowi lizaków. Najtrudniej tu chyba edukować niektórych dziadków, którzy twierdzą, że przecież są od rozpieszczania, trzymając w ręce kolejne ciastko (helloł! słowo rozpieszczanie pochodzi od pieszczoty!). Pamiętaj, że przez pierwsze 1000 dni kreują się preferencje żywieniowe Twojego dziecka.
  2. Nigdy nie używaj słodyczy jako nagrody i kary. W ten sposób sprawisz, że jedzenie słodyczy stanie się irracjonalne, a będzie służyło zaspokajaniu funkcji, których nie powinno zaspokajać. Słodycze powinny mieć neutralne nacechowanie (ich zjedzenie nie powinno wzbudzać ani dumy ani poczucia winy).
  3. Edukuj (siebie i dziecko). Słodycze służą dostarczaniu organizmowi wartości odżywczych. Przez to, że są kaloryczne oraz przez to, że mają w składzie multum cukrów prostych, powinny być jedzone okazjonalnie bądź wcale. Rolą jedzenia jest zaopatrzenie organizmu w substancje odżywcze, jak białka, tłuszcze, węglowodany (najlepiej złożone), minerały i witaminy. Ile z tego jest w słodyczach? Ucz dziecko, że cukier prosty jest szkodliwy dla organizmu.
  4. Jeżeli Twoje dziecko jest niejadkiem, odstaw słodycze na jakiś czas. Nie za karę, a dla wyregulowania organizmu. Zjedzenie batona czy loda daje dziecku taką ilość energii, że nie dziwię się, że po dwóch godzinach wypnie się ono na zupę. Zresztą nieświadomy człowiek kieruje się prostymi potrzebami i przedkładaniem przyjemności tu i teraz nad przyszłe korzyści - sama wolałabym zjeść na drugie śniadanie rządek dobrej czekolady niż koktajl z jarmużu.
  5. Jeżeli widzisz silne uzależnienie dziecka od słodyczy (np. dziecko robi o nie awantury, zabiera je gdy tylko może, ucieka i się chowa, po ich odmowie robi awantury lub wije się w histerii na podłodze), odstaw je całkowicie na jakiś czas. Najpierw musisz je wyciągnąć z uzależnienia, a dopiero potem myśleć, co dalej.
  6. Nie traktuj słodyczy jako drobnej przekąski lub dodatku do posiłku, tylko jako pełnoprawny posiłek. Słodycz to drugie śniadanie lub podwieczorek. Do Ciebie należy takie zbilansowanie diety dziecka, żeby dostało odpowiednią ilość substancji odżywczych. Jak na podwieczorek wpadnie lód, wyleci serek wiejski, czyli wpadają węglowodany, a wypada białko. Proste?
  7. Szukaj zdrowszych zamienników słodyczy. Uwierz mi, dla dziecka słodkie są owoce, a garść flipsów kukurydzianych czy orkiszowych paluszków może być niezłym rarytasem. Mleczną czekoladę zamień gorzką czekoladą dobrej jakości, wafle z kremem ciastkami wielozbożowymi, "chamski" lizak (cukier z chemicznymi barwnikami) batonikiem zbożowym, a może nawet serkiem wiejskim z odrobiną miodu lub domowego dżemu owocowego, a czasem lody śmietankowe zdrowszym sorbetem. Ale pamiętaj, to nie jest tak, że ta zdrowsza wersja nie ma cukru czy kalorii.
  8. Zwróć uwagę na cukier w produktach, które nie są określane jako słodycze: woda smakowa, serek homogenizowany (typu Danio), itp. i zmień swoje myślenie o nich. Moja czterolatka wie, że jogurt z czekoladowymi dropsami pod wieczkiem to nie jest jogurt tylko deser. Cukier potrafi być choćby w ketchupie czy płatkach kukurydzianych. Im mniej przetworzona żywność, tym lepiej. Pamiętaj, że cukier kryje się pod wieloma nazwami: glukoza, fruktoza, syrop glukozowo-fruktozowy, dekstroza itp.
  9. Jeżeli chcesz wychowywać dziecko z jedzeniem słodyczy, to na początku może wprowadzić zasady ograniczające (tylko na podwieczorek, tylko w weekend), ale potem musisz dziecko uczyć zarządzania tym procesem. 
  10. Pamiętaj, że żadne zasady nie działają, jeżeli są odgórnie narzucone. Jeżeli powiesz dziecku, że nie jemy słodyczy "bo tak" i nigdy nie zrobisz krok dalej, kiedyś ta zasada przestanie działać. Jeżeli nauczysz dziecko, że "nie jemy słodyczy, bo są złe i niedobre", to kiedyś ono odkryje, że one jednak są dobre. Pracuj nad wewnętrzną motywacją dziecka. Pamiętaj też, że najskuteczniej uczy się dziecko przykładem, a nie wykładem.

Mam nadzieję, że ten artykuł Wam pomoże w racjonalnym podejściu do słodyczy. Tak po czasie myślę sobie, że napisałam go nie tylko dlatego, żeby edukować, ale żeby samej ostatecznie rozliczyć się z własnym nałogiem. Jak masz jakieś swoje przemyślenia, proszę, podziel się nimi :)


Źródła:
L. Kubala, 11 Reasons Why Too Much Sugar Is Bad for You
Q. Young, Z. Zhang, E.W. Gregg, W.D. Flanders, R. Merritt, F.B. Hu, Added Sugar Intake and Cardiovascular Deseases Mortality among US Adults
G. de Pergola, F. Silvestris, Obesity as a Major Risk Factor for Cancer
K. Wachowiak-Rajewska, Pozabiologiczne Funkcje Jedzenia, Food Forum, nr 4 (26) /2018

0 komentarze

Prześlij komentarz