A czy Ty karmisz piersią?

wtorek, 12 czerwca 2018


Ostatnio dużo się mówi o karmieniu piersią. Właśnie skończył się Tydzień Karmienia Piersią. Z jednej strony jest to bardzo dobre zjawisko, bo mamy dostają wiedzę, że takie karmienie jest korzystne dla dziecka, i dostają pewne wsparcie, żeby nie bały się karmić np. w miejscu publicznym.


Z drugiej strony matki niewpisujące się w główny nurt czują się poddawane ostracyzmowi społecznemu. Znowu utrwala się jeden słuszny sposób na życie: masz karmić piersią, masz ją wyciągać w centrum handlowym, żeby innym matkom było raźniej, nie daj Boże się zasłonić, bo to przecież wbrew naturze.

Karm tylko własnym mlekiem!

Że mleko mamy jest najlepsze dla dziecka, to każda matka wie. A może nie każda, bo w jakiejś psychologicznej książce przeczytałam, że nie ma bardziej odpornej grupy na wiedzę naukową niż matki. Nie każda mama karmi piersią, ale zadecydowały o tym bardzo różne czynniki. Prawda jest taka, że rzadko jest to zła wola matki czy jej widzimisię (bo jej się nie chce, bo się boi, że jej cycki opadną), a najczęściej brak pomocy. Bo albo położna sama dała dziecku mieszankę, żeby je dokarmić albo matka miała mało pokarmu czy nie umiała dobrze przystawić dziecka i nie miał kto jej pomóc albo tak krwawiły jej piersi, że nie miała siły dalej walczyć albo np. dziecko miało różne alergie, a ona nie umiała tak zbilansować swojej diety, żeby dziecko się nie męczyło na piersi. I teraz ciągłe słuchanie, jak to tylko przez karmienie piersią daje dziecku to, co najlepsze, wywołuje u niej poczucie żalu, wstydu i smutek. Bo nagle staje się złą matką. A przecież ona chciała. Przecież walczyła, tylko tej często samotnej walki nie wygrała. Dlatego, gdy widzę hasło "dziecko jest tego warte, by być karmione mlekiem mamy", to mam trochę mieszane uczucia, mimo że wiem, jakie intencje za nim stoją.

Może warto zacząć kształcenie od służb medycznych? Bo nadal jest wiele położnych, których wiedza mocno odbiega od panujących standardów, nawet w Warszawie. Nadal jest bardzo mało doradczyń laktacyjnych, a nierzadko się zdarza, że przyjdą do domu, zgarną 200 zł i puszczą kobiecie filmik o karmieniu piersią. Gdyby każda kobieta w szpitalu otrzymała profesjonalną darmową pomoc, zapewne dużo wiecej kobiet mogłoby karmić piersią. Jest też projekt ustawy darmowego dostępu do dietetyka raz w ciąży i raz w okresie niemowlęctwa dziecka. Dużo to nie jest, ale zawsze coś. Mam nadzieję, że to ruszy. To chyba będzie pierwsza dobra ustawa tego rządu.

Karm w centrum handlowym!

Coraz więcej widzę kampanii typu "Dziękuję Ci, że karmisz publicznie, pomagasz innym mamom". I znowu rozumiem ideę za tym stojącą, tj. propagowanie karmienia w miejscach publicznych i próba przywrócenia matek do przestrzeni publicznej. Ale jakoś bardziej przemawiała do mnie kampania z kobietą karmiaca na sedesie z hasłem, że skoro Ty nie jadasz w toalecie, to dlaczego to niemowlę powinno.

Nie każda mama chce jednak karmić publicznie czy raczej wystawiać piersi publicznie i ja też tak miałam. Kiedyś jeszcze przed ciążą zobaczyłam kobietę karmiącą w Łazienkach na ławce, która nakryła pierś i kawałek twarzy dziecka pieluszką tetrową i pomyślałam sobie, że tak chcę kiedyś karmić, bo jest to taka stonowana forma karmienia, która jest wygodna i intymna dla matki i nie rozprasza stron.

Mi nie przeszkadza karmiąca kobieta, nie uważam też, że karmienie jest w jakikolwiek sposób brzydkie czy erotyczne (w sensie sam fakt pokazania piersi, bo ponoć niektórzy tak twierdzą). Wręcz przeciwnie, to piękny i taki ciepły widok - sama lubię patrzeć na karmiące koleżanki. 

Dla mnie jednak było bardzo intymne i nie chciałam, żeby ktoś nas oglądał, jak nie musi (poza Mężnym, moją mamą i przyjaciółkami). Wolałam znaleźć pokój matki z dzieckiem lub przykryć się pieluszką tetrową czy chustą. Są też takie specjalne chusty na szelkach dla osób podobnych do mnie. W czasach mojego wczesnego macierzyństwa było to dobro luksusowe, teraz sporo firm je produkuje i są dużo tańsze.

Karmienie już zakończyłam trochę ponad rok temu, ale gdybym miała sie cofnąć w czasie, to bym Wam napisała: sorry, ale karmienie w przejściu centrum handlowego to nie moja bajka! Niech każdy karmi jak i gdzie chce.

Karm jak najdłużej!

Długie karmienie dziecka jest korzystne zdrowotnie dla dziecka i dla matki. Ale znowu kampania #ilekarmie trochę niechcąco wywołuje licytację matek. A i tak większość z nas matek startuje w jakimś macierzyńskim wyścigu szczurów. Bo jak Ty karmiłaś 2 lata, a ja 2 lata i 3 miesiące, to jestem lepsza, tak? Bo skoro długo, to dobrze, to dłużej to... lepiej? 

WHO zaleca karmienie piersią do 2 lat, a potem w zależności od chęci matki i dziecka. Ja wierzę, że kobiety karmiące np. rok odciąganym mlekiem są bohaterkami, bo łatwiej byłoby rzucić wszystko w cholerę, ale nie wiem, czy posty na Instagramie w stylu "tyle mleka odciągnęła Ania jednego dnia" to to, co zachęci inne mamy do podjęcia wysiłku czy znowu wzbudzi u nich uczucie smutku i żalu. Znowu znajdziemy mamy, które rezygnują z karmienia, bo albo nie otrzymały pomocy, gdy miały mniej pokarmu albo tak się im ułożyło w życiu, bo np. mają w domu chore dziecko, którym też muszą się zająć.

I tu znowu wszystkie akcje zaczęłabym od edukowania personelu medycznego. Bo mi przy rocznym dziecku położna powiedziała: "Wypadałoby już skończyć", a od innej życzliwej osoby usłyszałam, że w tym wieku, to zamiast mleka są już pomyje. I nie było łatwo znaleźć na to kontrdowodu, nawet w "Kwartalniku laktacyjnym". Dobrze, że Hafija miała pod ręką badania Toruńskiego Banku Mleka.

Tylko karmienie tworzy więź z dzieckiem!

Tę niezwykłą, cudowną, magiczną. Bo przecież te godziny przytulania, noszenia, głaskania, "rozmawiania" nic nie znaczą. Nie dasz piersi = już nigdy nie dogadasz się ze swoim dzieckiem. Tak w sumie, to powinniśmy zalecać też ojcom profilaktyczne podawanie piersi - może młode się nie zczai, a chociaż więź się zrobi.

Życzę Wam więc takiego karmienia, które dla Waszej dwójki będzie najbardziej optymalne i dużo życzliwości dookoła.

0 komentarze

Prześlij komentarz