Drogi tato

środa, 11 października 2017


Drogi Tato,

Na pewno jesteś dobrym ojcem. To że to czytasz stawia Cię w ogóle w mniejszości ojców, bo mężczyźni raczej nie czytają blogów rodzicielskich. Na pewno bardzo kochasz swoje dzieci i starasz się, jak możesz. 

Ale co byś zrobił, gdyby matki Twoich dzieci nagle zabrakło? Piszę to, bo właśnie lecę bez rodziny, rozpędzam się w trzeszczącym bombardierze (fakt, one zawsze trzeszczą) i przez chwilę ogarnął mnie strach. A jak nie dolecę? Wiem, że wszystkim Wam byłoby psychicznie bardzo ciężko bez kobiety Waszego życia. Ale czy logistycznie dałbyś radę?



Czy wiesz, do jakiej przychodni chodzi Twoje dziecko? Kiedy ma najbliższe szczepienie? Gdzie jest jego książeczka zdrowia? Jak nazywa się jego ulubiona pani ze żłobka lub przedszkola? Jaka jest jego ulubiona bajka? Ulubiony kolor? Najlepszy kolega? Jak się je myje i przewija, jeżeli jest małe? Co lubi jeść na kolację? Czy dałbyś radę je samodzielnie uśpić?

Często tak naturalnie się składa, że to kobieta ogarnia prawie wszystko przy dziecku, bo w końcu to ona ma urlop rodzicielski. Ale dla Ciebie też jest miejsce i to nie tylko na zabawę, ale też na pomoc przy dziecku. Zobacz w ogóle jak to brzmi: "Czy ojciec pomaga przy dziecku?". Pomagać to można przy dziecku sąsiadce, starszej pani wnieść zakupy albo sąsiadowi naprawić samochód. Pomaga się w czymś, czego nie ma się obowiązku robić, ale robi się z grzeczności bądź przyjaźni. A opieka nad dzieckiem nie jest dla Ciebie grzecznością a obowiązkiem. 

Piszę to, bo znam ojca, który nigdy nie zmienił pieluchy swojemu synowi i takiego, który nie wysadzi swojej córki na sedes. I nie raz słyszałam historie o ojcach (w tym moim), którzy poszli na wywiadówkę do szkoły i pod szkołą zorientowali się, że nie wiedzą, w której dziecko jest klasie.

Pamiętaj, że nie jesteś rodzicem zapasowym tylko pełnoprawnym. Od wychowywania, a nie tylko od zabawy. Wiem, że wracasz z pracy zmęczony, ale musisz mi uwierzyć, że całodzienna opieka nad dzieckiem męczy jeszcze bardziej. Ja jak wróciłam do pracy, to wreszcie odpoczęłam, mimo że w zespole mieliśmy trzy wakaty i nie wiadomo było w co ręce wsadzić. Pamiętam, że na początku po całym dniu z małym niemowlęciem, byłam tak skonana, że wieczorem warowałam pod drzwiami z Manią na rękach, czekając na powrót męża, żeby mnie chociaż. a chwilę zmienił.

I to nie chodzi tylko o kwestię "co by było gdyby". Jesteś rodzicem. Ważną osobą dla swojego dziecka. Poświęcaj mu czas. Ucz się jego świata. Pokazuj mu swoj świat. Rób kolejny krok, mimo że to, co robisz na początku nie będzie idealne. A może nigdy, ale przecież nie musi być. Jak nie ogarniasz, ucz się od żony/partnerki. Znajdź rzeczy, w których możesz być mistrzem. U mnie mężny jest bohaterem domu w myciu głowy i w udawaniu lwa.

Może wydaje Ci się to głupie, ale wychowuję swoje dziecko tak, żeby jak najlepiej poradziło sobie w życiu - i teraz nagle i w przyszłości. Żeby jak najszybciej umiało samo się umyć, zjeść, ubrać czy wysikać, żeby umiało rozwiązywać spory, żeby sprawnie wchodziło w interakcję z rówieśnikami czy miało poczucie własnej wartości. Bo nie jestem pewna, czy zawsze przy nim będę.

Teraz wracam do pracy Polski, a mężny zostaje jeszcze prawie 2 dni na urlopie z Manią. I ja wiem, że sobie poradzi. A Ty? Poradziłbyś sobie w obcym miejscu z dzieckiem?

Dobrze, że jesteś rodzicem.
Bądź nim jeszcze bardziej!

Pozdrawiam,
Kasia,
mama Mani

0 komentarze

Prześlij komentarz