Pachnąca wiatrem

poniedziałek, 6 lutego 2017
Włosy mojej Maryni po umyciu pachną mokrym psem.

Pierwszy raz ten zapach zaskoczył, trochę drażnił. Wcześniej pachniała po bobaskowemu, a potem długie włosy myte lekkim hipoalergicznym bezzapachowym płynem zaczęły pachnieć sobą. Zapach nam dorosłym całkowicie zapomniany przez dobrze prosperujący przemysł kosmetyczny. Dlatego najbardziej kojarzący mi się z moim psem świeżo umytym szarym mydłem bądź ochlapanym letnim upałem w beczce.


Zapach naturalny, trochę dziki. Wtulam nos w jej wilgotne włosy i za każdym razem wynajduję kolejne nuty: wiatru, skoszonego siana, mokrej rosą łąki, lata, wsi. Chociaż gdyby ktoś kazał określić mi, jak pachnie wiatr, zrobiłabym wielkie oczy. Za każdym razem gra jakaś nowa struna i przynosi wspomnienie, wrażenie, często nieidentyfikowalne, ale przynoszące jakąś radość z dzieciństwa.

Pierwszy raz ten zapach drażnił. A teraz już mi smutno, że niedługo się skończy i spłyci do zwykłego zapachu szamponu.

0 komentarze

Publikowanie komentarza