Co może połknąć dziecko?

wtorek, 27 grudnia 2016
„Trzymać z daleka od dzieci” – tak jest napisane na wszystkich środkach chemicznych. Ja czasami żartuję, że zasadniczo wszystko powinno się trzymać z daleka od dzieci, czy to dokumenty czy kieliszki. Ale przecież nie da się podwiesić wszystkiego w mieszkaniu na 1 metr od podłogi. Musimy zdecydować, co można pozwolić dziecku zniszczyć, a co nie oraz być świadomym, co może dziecku poważnie zaszkodzić. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo.

"Dzieci widzą rzeczy inaczej" - plakaty stworzone w ramach kampanii społecznej przez Lemz Advertising Agency z Amsterdamu, źródło: www.foodista.com

Chemia domowa

Poza zasięgiem dzieci kategorycznie muszą znaleźć się silnie żrące produkty, takie jak płyn do toalet, środki do udrażniania rur (typu "kret"), wybielacz, kwasy kosmetyczne i te, która może wyglądać jak cukierki, np. kostki do zmywarki czy kulki do prania. I nie wystarczy zamknąć je do szafki, której dziecko nie potrafi otworzyć, bo któregoś dnia może ono nas zaskoczyć nową umiejętnością. Powinniśmy trzymać je odpowiednio wysoko lub pod kluczem. Jeżeli mimo wszystko dojdzie do ich spożycia, nie należy powodować wymiotów, gdyż drugi raz poparzą one przełyk i gardło (w żołądku działa naturalny kwas solny, więc ma on pewną odporność na kwasy), a podać wodę w ilości, która nie wywoła wymiotów, oraz w przypadku substancji zasadowej (np. "kret") dodatkowo jakiś produkt białkowy np. mleko z białkiem jaja kurzego. Oczywiście należy zabrać dziecko do szpitala i koniecznie zabrać ze sobą spożyty preparat (odtrutka będzie dobrana do jego składu). Łagodniejsze detergenty, takie jak szampon czy płyn do mycia naczyń, też powinny być poza zasięgiem dzieci, ale powiedzmy, że w przypadku braku miejsca, mogą stać na niższej półce w zamykanej szafce.

Pamiętajmy też o tym, żeby nie przelewać niczego do butelek zastępczych, szczególnie takich po napojach czy lekach. Często tak robimy, gdy np. ktoś ma nam odlać trochę benzyny czy lakieru albo gdy sami chcemy się pozbyć prawie pustej wielkiej butelki. Może się bowiem okazać, że większe dziecko (ale i inny dorosły) wpadnie do garażu, zobaczy butelkę, pomyśli, że to napój i wypije. Albo w pośpiechu chcemy podać dziecku lek (a wtedy działamy w stresie), a zamiast wyleczyć to go dodatkowo zatrujemy. Dodatkowy problem jest taki, że często w szpitalu ciężko jest nam określić, co było w tej butelce i odtrucie dziecka zajmuje więcej czasu, bo laboratorium musi zbadać zawartość butelki (zabieramy ją ze sobą). Jak ktoś się z nami dzieli jakąś substancją, przelejmy ją do szklanej butelki po napoju, zedrzyjmy dokładnie etykietkę, podpiszmy flamastrem wodoodpornym lub sposobem naszych babć – długopisem na plastrze.

Leki

Oczywiście z definicji leczą, a nie szkodzą, ale te wygrzebane samodzielnie i zjedzone przez dziecko już tak. Pamiętać należy też, że przeterminowanych leków nie powinno się wyrzucać do kosza na śmieci, a oddawać do apteki, ale zanim to zrobimy, nie powinny one leżeć w miejscu dostępnym dla dzieci, np. w reklamówce za domowym koszem (ja taki zwyczaj miałam przed urodzeniem dziecka). Pamiętajmy też, że leki dla dzieci są zwykle słodzone i np. moja dwulatka chętnie zwędziłaby z szafki swój paracetamol czy ibuprofen, więc jak dziecko choruje, to mimo regularnego używania trzymajmy je odpowiednio wysoko. W przypadku zjedzenia leków przez dziecko, dobrze jest sprowokować u niego wymioty i udać się na pogotowie (chyba, że wypiło trochę więcej niż zwykle syropu na kaszel o łagodnym składzie, to wystarczy podejść do przychodni lub zadzwonić do apteki i się skonsultować).

Baterie

Na pewno zwróciliście uwagę, że wszystkie grające i ruszające się zabawki dla dzieci mają pokrywę baterii przykręcaną śrubką. Na pewno Was to nieźle irytowało, gdy trzeba było w kilku zabawkach na raz wymienić baterie. Ale należy zdawać sobie sprawę, że to jest bardzo ważne zabezpieczenie. Połknięta bateria nie tylko może utknąć w przewodzie pokarmowym i będzie trzeba usuwać ją operacyjnie, ale też rozszczelnić się i poparzyć przewód pokarmowy kwasem. W przypadku spożycia, podobnie jak z chemią domową, nie wywołujemy wymiotów i podajemy wodę. Pamiętajmy też, że w domu używamy wiele niedziecięcych produktów na baterie, których klapkę łatwo otworzyć, np. piloty czy termometr elektroniczny i powinniśmy trzymać je poza zasięgiem małych dzieci, ew. dodatkowo zakleić. Poniżej zaklejam taśmą izolacyjną baterie od świątecznego lampionu :)


Drobne przedmioty

Dzieci są ciekawskie i sporo z nich wkłada coś do buzi czy nosa. Pilnujmy więc, by drobne przedmioty np. monety, były poza ich zasięgiem, a naderwane guziki w ubraniach nie dyndały na pojedynczej nitce. Dobierajmy ostrożnie zabawki - jeżeli z resoraka można łatwo urwać kółko, nie dawajmy go roczniakowi, ew. obserwujmy całą zabawę. Czasami połknięty mały koralik czy jednogroszówka zostanie przez dziecko wydalona, ale czasem przedmiot może utknąć, a taki o ostrych brzegach spowodować perforację przełyku czy żołądka. Lekarze proszą też, żeby małych dzieciom nie podawać np. dużych twardych orzechów do gryzienia (lepiej dać posiekane), bo często dochodzi do zadławienia lub zakrztuszenia przy ich udziale. Niebezpieczne są też groch, fasola i inne nasiona, które lubimy dawać dzieciom do zabaw sensoryczno-manualnych (przesypywanie, przekładanie, sortowanie). Dobrze mieć wtedy dziecko na oku, bo nasionko wepchnięte głęboko do nosa czy zaklinowane w przełyku dodatkowo pęcznieje od wilgotnej śluzówki i wyciągnięcie ich jest wtedy wyjątkowo trudne nawet przez lekarza.


W szpitalach dziecięcych często wiszą trochę przerażające gabloty, pokazujące, co wyciągnięto dzieciom z nosa lub układu pokarmowego i potwierdzające ich wielką wyobraźnię. Obyście nigdy nie oglądali jej czekając w stresie na ostrym dyżurze laryngologicznym.


Źródło: www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/zielona-gora/g/brzytwa-w-przelyku-zobacz-co-ludzie-potrafia-polknac-zdjecia-wideo,10479829,19689469/

0 komentarze

Publikowanie komentarza