Państwo policyjne, dom policyjny?

piątek, 22 lipca 2016
Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że ten, kto w dzieciństwie czytał dużo fantasy, ma bardzo mocno zakorzenione poczucie sprawiedliwości. Niby to dobrze, ale nie do końca. Ja za każdym razem muszę stoczyć walkę wewnętrzną z samą sobą, żeby grzecznie przypomnieć komuś, że po psie się sprząta, zamiast skoczyć mu (temu komuś, nie psu) do gardła. Podobnie z sąsiadem rzucającym szklane butelki do zsypu zamiast do kosza na śmieci segregowalne czy w czasach mieszkania w domu rodzinnym z takim, który palił plastikowe butelki, smrodząc na pół osiedla.

Osoby o silnym poczuciu sprawiedliwości chcą poprawiać świat. Czasem wychodzi z tego coś dobrego. Mogą np. doprowadzić do tego, że spółdzielnia ogrodzi plac zabaw i psy przestaną wypróżniać się w piaskownicy. Generalnie są niezłymi społecznikami. Dobrze, gdy tylko dbają o egzekucję prawa, a nie tworzą własne. I dobrze, gdy ich metody też są legalne. Bo są też tacy, którzy niczym bohaterowie westernów sami chcą wymierzać sprawiedliwość. Nie straszne im porysowanie źle zaparkowanego samochodu, bo przecież to właściciel jest tym złym. Nie mówiąc już, że często brak im empatii, żeby zaakceptować jakieś drobne odstępstwa od zasad np. że ten kierowca źle zaparkowanego samochodu może właśnie pobiegł po rodzącą żonę (i totalnie nie miał głowy, żeby włączyć światła awaryjne). Nie widzą szarości - jest tylko czarne i białe. Takie osoby są niebezpieczne, gdy otrzymają władzę. Chętnie np. przeprowadziliby śledztwo w sprawie każdego poronienia. Tak na wszelki wypadek, bo żałoba matki nie ma znaczenia.

Więc z jednej strony w mojej głowie pojawia się głos, który chętnie uporządkowałby świat, który karałby pijane ciężarne, wlepiał mandaty niesprzątającym po psach i krzyczał na ignorujące wszystko matki dziesięciolatków, które szaleją i potrącają maluchy na placu zabaw dla dzieci do lat sześciu. Ale jest też drugi głos, który mówi, że ludzie zwykle są dobrzy, tylko czasem leniwi, czasem niewychowani, a czasem niedoedukowani. Że lepiej kogoś nauczyć, przekonać. Że agresja prawie zawsze wzbudza agresję, a uśmiech potrafi zmienić świat. Że warto podziękować za zwykłą, ale dobrą rzecz (pomocny lekarz, wolniejszy kierowca puszczający cię na autostradzie), żeby dana osoba wiedziała, że ktoś to docenia.
 
Właśnie wróciłam z wycieczki po zachodniej Europie i utwierdziła mnie ona w przekonaniu, że to straszne, gdy ludzi traktuje się tak na wszelki wypadek jak lekko niepełnosprawnych intelektualnie. W Zjednoczonym Królestwie w łazienkach wiszą sznurki, bo rząd ma obawy czy włącznik o wysokim stopniu wodoodporności da radę, a gniazdka mają specjalne zaślepki, przez co są dużo droższe i niekompatybilne z kontynentalnymi sprzętami, bo rząd się boi czy na pewno obywatel się nie porazi prądem. W Holandii w wielu miejscach na pięknej czteropasmowej autostradzie wszyscy jadą 100 km/h, bo rząd ma obawy czy obywatel przypadkiem się nie zabije. Z drugiej strony po Londynie nadal jeżdżą starsze autobusy z otwartym tyłem, a obywatel może jeszcze wskoczyć do niego, gdy odjeżdża z przystanku albo wysiąść, gdy jest korek czy gdy stoi przed skrzyżowaniem na czerwonym świetle. W Niemczech są nadal odcinki autostrad bez ograniczenia prędkości (coraz mniej ze względu na ich stan), a jakoś jeździ się tam z podobną prędkością jak w Polsce. Bo człowiek zwykle myśli rozsądnie i nie wyskoczy z autobusu pod koła samochodu czy nie będzie pruł po autostradzie 250 km/h, żeby się zabić. A jak ktoś jest szalony, to i zakazy nie pomogą, bo je najnormalniej w świecie zignoruje. Jednak mimo swoich porządkowych zapędów dochodzę do wniosku, że bardziej lubię traktowanie ludzi jak dorosłych. Ale niektórym wydaje się, że państwo o dziesiątkach przepisów, nakazów i zakazów działa najlepiej.


W takim momencie przypomina mi się owczarek znajomych. Gdy koleżanka była sama w domu, pies chodził za nią wszędzie. Gdy w domu była jej mama, nie przekraczał progu kuchni, a gdy słyszał kroki gospodarza, natychmiast uciekał do ganku. Każdemu wydawało się, że pies jest dobrze wytresowany, a on zręcznie poruszał się między przyzwoleniami, zakazami i karami. Trochę podobnie jest z ludźmi. Głupie prawa i tak obejdą, odwrócą kota ogonem, wykorzystają luki prawne.

Dlatego tak ważne jest, aby motywować dzieci w inny sposób niż karą i strachem, aby pokazać sens i cel w tym, co robimy, a nie wyrobić sztuczny nawyk posłuszeństwa - który zwykle pojawia się tylko wtedy, gdy rodzic patrzy. Bo taka motywacja jest płytka. Bo w końcu dziecko się urwie ze smyczy, a wtedy hulaj dusza, piekła nie ma! I pamiętajcie: "Dziecko chce być dobre. Jeśli nie umie – naucz. Jeśli nie wie – wytłumacz. Jeśli nie może – pomóż." (Janusz Korczak). Zamiast mówić tylko "nie wolno", pokazuj realne zagrożenia, zamiast dać klapsa, powiedz, że jest Ci przykro i pokaż realne skutki złego zachowania.

0 komentarze

Publikowanie komentarza