Dzieci mają wszystko, czyli o zabawkach i prezentach

wtorek, 22 września 2015

Współczesne dzieci (no, może poza tymi najbiedniejszymi) mają wszystko. Chyba nie tylko ja spędziłam godziny, szukając prezentu dla jakiegoś kilkulatka. Czasem wiązało się to z tym, że dane dziecko mniej znałam, ale zwykle były to bliskie mi dzieci, a problem tkwił w tym, że miały one wszystko (sic!).

Relatywnie łatwo jest z noworodkiem - ponieważ skompletowanie pełnej wyprawki to zawsze spory koszt (nawet dla osób bogatych, bo wtedy sięgają po rzeczy z wyższej półki), najczęściej kupuje się większy numer ubrań, kocyk, grzechotkę, pozytywkę czy ładny ręcznik. Można też pragmatycznie przyjść z paczką pieluch czy mokrych chusteczek. Serio, to się zawsze przyda. Bliższa rodzina, chcąc kupić coś droższego, zawsze może kupić trochę na wyrost matę piankową czy matę edukacyjną, kołderkę do wózka, ew. jak już nie ma pomysłów, to np. dla dziewczynek jakąś dziecięcą złotą/srebrną emaliowaną na kolorowo biżuterię - nie zajmuje dużo miejsca (bo kupowanie dużych rzeczy na wyrost to niestety odbieranie dziecku miejsca do zabawy, w końcu czasy przepastnych PRLowych pawlaczy już minęły), a kiedyś z radością zostanie założona.



W przypadku kilkulatka sprawa jest bardziej złożona. W jego pokoju pewnie znajdziecie pełno ubrań, zabawek, kolorowe poduchy, tipi, namiot, dwa plecaki, gry, kredki, koce minky... I zazwyczaj to wszystko nie mieści się już w szafach czy na regałach. No i co tu podarować?! Czasem ratuję się jakąś grą edukacyjną, która może odciągnie dziecko na chwilę od komputera (jeżeli jest od 2 graczy, trzeba zastanowić się, czy dziecko ma z kim grać), czasem zestawem bardzo funkcjonalnym, bo kosmetykami do kąpieli w kolorowych dziecięcych opakowaniach (chociaż prędzej czy później się zużyje), a uratowana jestem, jak dziecko jest takim samym molem książkowym jak ja, mężny i Mania. Tak mam z naszą chrzestnicą, która kocha książki i dzięki której mogę wyszukiwać księgarskie perełki i dla roczniaka i dla kilkulatka :) Tak po prawdzie to aż dziwię się, że naszych przyjaciołom udało się kupić Mani zabawki, które się nie dublują i które są całkiem fajne.

Sprawa oczywiście ma głębsze dno niż tylko problem z kupieniem prezentu.

Po pierwsze, dla rodzica sterty zabawek są uciążliwe, jeżeli chodzi o funkcjonowanie domu, sprzątanie i przechowywanie. Marynia potrafi roznieść swoje zabawki po całym domu. Czasem zdarza jej się pozbierać klocki albo piankowe literki do pudełka, ale nie oszukujmy się, jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie, zanim zrozumie, że stałym miejscem zabawek jest jej i tylko jej pokój i że to jest jej obowiązek, żeby tego pilnować. Chodzę więc wieczorem po domu i zbieram zabawki z podłogi, kanapy i ...kosza na pranie oraz wanny. Żeby móc odkurzyć i żeby się w nocy o  nie nie potknąć, gdy po ciemku wędruję do Mani, gdy obudzi ją jakiś zły sen albo wyrzynający się ząb. Mniej zabawek, to mniej zbierania, mniej mebli (=mniej odkurzania + więcej miejsca na zabawę) i więcej czasu razem.

Po drugie, dziecko dostaje wariactwa od nadmiaru rzeczy. Mam wrażenie, że Mania już nie wie, czym się bawić. Każdą zabawkę złapie na chwilę, wyniesie, rzuci. Ulubioną zabawą jest destrukcja, czyli wyrzucenie klocków z pudełka, zrzucenie części lalek i pluszaków z półki albo wyrzucenie z torby zabawek, z których już wyrosła. Maria Montessori twierdziła, że roczne dziecko powinno mieć 8-10 zabawek i moim przekonaniu to jest naprawdę sensowne. Mani pochowane zabawki i tak zajmują pół jej komody, ale powoli zbieram się,  żeby zrobić miejsce w piwnicy na drugie pół i zostawić kilka najsensowniejszych. Takie zabawki można co jakiś czas wymienić na "nowe", czyli te schowane, a dziecko cieszy się i odkrywa je na nowo. Cieszy się zresztą też z drewnianej łyżki, pokrywki, pokrowca od okularów czy pustej butelki po szamponie. Wyniosłam większość zabawek grających, mimo że fajnie uczą piosenek, bo mam wrażenie, że ogłupiają i pobudzają moje wystarczająco już rozszalałe dziecko. Często cieszy się ona najbardziej, gdy włączy kilka muzyczek na raz i stworzy kakofonię, która dobije każdego dorosłego człowieka.

Po trzecie, te zabawki kosztują (i inne gadżety kupowane do pokoju też). My większość z nich otrzymaliśmy w spadku po małych kuzynkach, ale regularnie powtarzam Mani ciociom, babciom i prababciom, żeby nie topiły pieniędzy w plastiku. Czasem też mam wrażenie, że niektórzy rodzice dużo bardziej skupiają się na dziecku niż na sobie. Wczoraj widziałam pięknie ubrane dziecko i mamę w przydługich spodniach szorującą nogawkami po bruku - i nie był to wystylizowany hippie look. Często jest tak, że w pokoju dziecka wiszą obrazki, pompony, girlandy i bawełniane modne lampki, a w pokoju rodzica nie ma nawet ani jednego zdjęcia lub obrazu (o cholera, u mnie też tak jest, a remont skończony dwa lata temu chyba już mnie nie tłumaczy;)). Warto dbać po równo o siebie i dziecko, żeby nie uczyć go, że jego potrzeby są ważniejsze od potrzeb rodzica, że jest ono od rodzica ważniejsze, że często rodzic od ust sobie odejmie, żeby było dla dziecka (i tak nie raz to zrobi). Że rodzic wręcz zakredytuje się,  żeby było na prezent czy wyjazd wakacyjny dla pociechy. Młody człowiek musi wiedzieć, że niektóre rzeczy są drogie, że niektóre są za drogie, że pieniądze kiedyś się kończą nawet w takim magicznym urządzeniu jak bankomat, że jest takie coś jak budżet domowy.

Po czwarte, warto uczyć dziecko, że nie można mieć wszystkiego. I natychmiast. Bo przyjdzie taki moment w życiu, że nagle młody człowiek usłyszy "nie". I bardzo się zdziwi. A potem pojawi się złość albo frustracja. Oczywiście pewnie szybko usłyszy "nie" np. przy próbie złapania gorącego piekarnika czy noża, ale "Nie wolno" i "Nie kupię ci" to dwie różne rzeczy. Pamiętam, jak byłam au pair w Niemczech i zajmowałam się tam 3,5-letnim Maxem. Jego tata był cudownie nieugięty w niektórych sprawach i to działało. Max urodziny miał na jesieni, ale całe wakacje jeździliśmy do składu budowlanego, który sprzedawał zabawki-miniaturki maszyn rolniczych, w Polsce chyba nadal niedostępne, a Max wybierał - może ciągnik Classa, może kombajn New Hollanda... Przy każdej wizycie próbował coś małego wyżebrać, ale wychodził z pustymi rękami. Nie było mnie na jego urodzinach, ale jego ojciec pisał, że ten pół roku starannie wybierany prezent bardzo go cieszył. A jak dziecko co chwilę coś dostaje, to te rzeczy stają się wielką bezwartościową masą.

Po piąte, niepodanie dziecku wszystkiego na tacy powoduje, że jest ono bardziej kreatywne, że szuka sposobów i rozwiązań. Odkryje, że można sobie na łące zrobić laleczki z pączków makowych, staw w starej miednicy, konika na kiju z miotły, namiot na balkonie z zasłonki, sznurka na pranie i spinaczy, domek dla lalek z pudełka po butach i wiele innych. A nawet jak nie zawsze zrobi coś z niczego, to odkryje, że niektóre rzeczy można sobie wyobrazić, pofantazjować.

Po szóste wreszcie, chciałabym, żeby moja córka wiedziała, że prezenty nie są najważniejsze. Żeby przyjazd dziadków kojarzył jej się z dobrą zabawą, a nie z prezentami. Żeby witała ich uśmiechem, a nie pytaniem: "A co dla mnie macie?". Żeby doceniała też czas spędzany razem, zabawy w chowanego, łaskotania, czytanie książek. Kiedyś czytałam w gazecie rubrykę typu "dzieci mówią" - na wiele poważnych tematów wypowiadali się kilkulatkowie - czasem zabawnie, czasem mądrze. Tematem tej konkretnej rubryki było Boże Narodzenie. Jedna dziewczynka powiedziała mniej więcej coś takiego: "My nie kupujemy sobie na Święta drogich prezentów. Bo w Święta ważna jest rodzina, to, że Pan Jezus się rodzi, a prezenty najmniej". Taka mała stara. Mądra bardziej niż niejeden dorosły. Ta mądrość była pewnie zaszczepiona przez jej rodziców, ale to przecież naturalne. Wryły mi się te słowa w serducho i teraz przy nadchodzących Świętach mam szansę, nie tylko, żeby z nich czerpać, ale też, żeby przekazać je innej małej dziewczynce.

Wierzę, że to wszystko zaprocentuje na przyszłość. Że Mania nauczy się, że na niektóre rzeczy trzeba poczekać, na inne oszczędzać, a na inne jeszcze zarobić. Że nie wszystko można mieć. Może uda mi się ją nauczyć, że do życia trzeba podchodzić z pokorą a nie z roszczeniami.

0 komentarze

Publikowanie komentarza