Wreszcie w domu

środa, 8 lipca 2015

Wreszcie nas wypuścili. Jak wyszłyśmy z windy i Marynia zobaczyła nasze drzwi, to strasznie się ucieszyła. Nawet nie myślałam, że je pozna.

W domu szalała. "Biegała" z kąta w kąt, rozrzucała swoje zabawki, "rozpakowała" nasz plecak. Banan od ucha do ucha. Nawet przez chwilę zapomniała wisieć na mojej nodze.

Okazało się, że antybiotyk był jednak do dzisiaj. Wczoraj Maryni pobrali krew z główki, a później przypomnieli sobie, że nie wymienili jej wenflonu i nie było opcji, żeby został na jeszcze jedną dobę. Szkoda, że nie przypomnieli sobie wcześniej, to mogliby zrobić jedno wkłucie i pobrać krew przez wenflon.

Mam nadzieję, że już tu nie wrócimy, chociaż Marynia ma taki układ nerek, że infekcje będą raczej wracać.

Może szpital nie był fajny, ale lekarze byli na pewno kompetentni, rozmawiali z rodzicami i wyjaśniali wątpliwości. Jeżeli coś kiedyś by się działo, pewnie wrócimy na Niekłańską. Ostatnio koleżanka pojechała z półroczniakiem z zapaleniem oskrzeli do szpitala MSWiA, a wypuścili ich z zapaleniem płuc.

0 komentarze

Publikowanie komentarza