Moje pierwsze książki: wprowadzenie

poniedziałek, 6 lipca 2015
Mój mąż i ja kochamy czytać. U mnie teraz, jak to u matki, trochę mniej czasu na czytanie, ale wieczorem jak Mania śpi czy to w metrze, na urlopie czy to w szpitalu (ehm), zawsze się go troszkę znajdzie. 

Ku naszej radości, nasze dziecko też kocha książki. Obecnie dużo częściej widzę ją kartkującą jakąś książkę niż bawiącą się czymś innym.

Czytać można nawet noworodkowi. Niektórzy czytają dzieciom od urodzenia, inni już w czasach, gdy są one w brzuchu. Noworodek jest mało wymagający - jeszcze nie łapie książek w ręce, jeszcze ich nie gryzie, ba! jeszcze ich nie widzi (poza niektórymi książeczkami kontrastowymi). Możemy więc czytać mu zarówno książki dziecięce całokartonowe, te z miękkimi kartkami np. z serii "Poczytaj mi, mamo", jak i własne lektury ;) Maryni było wszystko jedno, więc dzieliłam się z nią swoimi kryminałami albo czytałam i jej i sobie "Mikołajka".

Pamiętam książki mojego dzieciństwa. Bardzo je lubiłam, część kochałam, kilku nie lubiłam, bo jakoś nie podeszły mi obrazki. Moja najkochańsza była "Masza i niedźwiedź". Wg mojej mamy znałam ją na pamięć, kazałam czytać codziennie i była już praktycznie w strzępach, gdy mamie udało się kupić drugą identyczną. Byłam tak mała, że w ogóle tego nie pamiętam. Ale jakimś dziwnym trafem jak byłam 10 lat temu we Lwowie i koleżanka Ukrainka chciała mi sprezentować prostą bajeczkę do nauki rosyjskiego, wybrałam na bazarze właśnie "Maszę i Niedźwiedzia". Przypadek?

Większość moich książek mama rozdała biednym albo powędrowały do przychodni, żeby umilić czekanie chorym dzieciom, kilka zostało. Ładne, kolorowe, miękkie. Ale w sumie takie zwykłe. Oczywiście w swojej zwykłości były cudowne, fascynujące, przenoszące do całkowicie innego świata. Głównie książeczki twórców polskich i rosyjskich (radzieckich), Grimm, Andersen, trochę klasyki. Czasem udało się kupić książkę rozkładaną z wystającymi i ruszającymi się elementami (teraz nazwalibyśmy ją 3D). Miałam takie dwie i były tak wyeksploatowane, że wszystko, co się ruszało było albo naderwane albo poklejone plastrami. Ale do dzisiaj je pamiętam - "O rybaku i złotej rybce" i "Kopciuszek". Pamiętam nawet konkretne obrazki i co się tam przesuwało.


Gdy ostatnio byliśmy z Tomkiem na targach książki, zachwyciły nas szczególnie te dla dzieci. Takie ciekawe, niezwykłe, przemyślane. Z cudownymi grafikami, fakturami, interaktywne, np. z dziurą. Inne, nietypowe. Gdybyśmy wtedy mieli Manię, wynieślibyśmy dwa plecaki pełne książek. Kupiliśmy za to kilka egzemplarzy dla małych kuzyneczek. Ale jeszcze pod koniec ciąży zrobiłam listę Must Have. Większość z nich miałam ochotę kupić od razu, aż musiałam się powstrzymywać, bo wiele z nich jest dla kilkulatka, a Maryni pokój ma tylko 10 mkw ;) 

W kolejnych postach zaprezentuję najfajniejsze książki Mani oraz te kupowane kuzynkom. Dobrze, że je mamy, bo ciężko się powstrzymać przed kupowaniem dobrych książek na później. Postaram się zaproponować wiek, w którym te książeczki się sprawdzą, bo na stronie wydawnictw chyba najbardziej brakuje mi kategorii wiekowych. Przydaje się to szczególnie przy kupowaniu prezentów innym dzieciom (Zapytajcie mnie, co czytają dwulatki, a nic mi pewnego nie przyjdzie na myśl. No może poza Ulicą Czereśniową), ale też żeby w moich postach łatwiej było wyszukać dla swojego dziecka coś "na teraz". Oczywiście proszę potraktować ten wiek orientacyjnie, bo każde dziecko jest przecież inne. 

Książeczki kontrastowe o prostszych rysunkach można pokazywać dzieciom teoretycznie już od urodzenia, w praktyce raczej od drugiego miesiąca. Inne książki pójdą w ruch mniej więcej po 3 miesiącu.

0 komentarze

Publikowanie komentarza