Słomka zaliczona

niedziela, 26 kwietnia 2015
Marysia to urodzony łasuch. Jak już zaczęła poznawać smaki, to nie ma, że odpuści spróbowania tego, co jedzą inni. I tak podżera w knajpach z naszego talerza to, co można jej dać. Raz nawet udało jej się jak mewie na plaży wyszarpać z rąk ciastko owsiane. Dzisiaj spróbowała całą musakę - bakłażana, mięso i odrobinę beszamelu. I nawet podpiła mi kawę. Jak to się stało? Zamówiłam w restauracji caffe latte, w końcu to urlop. A Mania tak patrzyła na sępa i patrzyła... Dam jej, ucieszy się, pogryzie tylko słomkę - pomyślałam. - Przecież nie umie pić przez słomkę, a zęby idą, to chociaż dziąsła posmyra. Dałam. Po dwóch sekundach brązowy płyn wędrował już wzdłuż słomki. No co mogę powiedzieć. Zuch. Urodzony ssak w końcu. Słomka zaliczona. Ponieważ woda butelką nie idzie jakoś, w domu Mania pije z kubeczka Doidy właściwie od pierwszej łyżeczki. Teraz wiem już, że na letnie wyjścia bidon powinien być zaakceptowany.

0 komentarze

Publikowanie komentarza