Wyprowadzka do własnego pokoju

czwartek, 26 lutego 2015
Już od jakiegoś czasu powoli zbierałam się, żeby przenieść Marysię do jej pokoju. Właściwie dobrze nam było razem. Główny argument był taki, że malutkie dziecko, jeżeli nie za bardzo nieodstawialne od mamy, może nawet nie zauważyć różnicy, a w oczach dużego dziecka "eksmisja" będzie postrzegana w kategorii krzywdy, zaburzenia zasady panującej "od zawsze". 

Ale męska decyzja, że "to już" się troszkę odwlekała - a to Mania miała szczepienie i była marudna i szkoda mi było ją dodatkowo stresować, a to mieliśmy przyjezdnych gości i w domu i tak się dużo działo. W końcu postanowiłam, że Marysia dostanie swój pokój na połówkowe urodziny. Ale życie pisze własne scenariusze i gdy dzisiaj rano okazało się, że Tomek złapał jakiegoś wirusa i w nocy miał biegunkę, a zaraz po obudzeniu pobiegł wymiotować, bez wahania złapałam łóżeczko w ręce i wytargałam je do drugiego pokoju. Jakiś traf chciał (intuicja?), że wczoraj go wyszorowałam od karnisza aż po listwy podłogowe.

Trochę się boimy (pewnie jak większość rodziców w takiej sytuacji), ale mam przeczucie, że to nasza córka będzie z naszej trójki najbardziej dorosła i my się martwimy, a po niej spłynie to jak po kaczce.

0 komentarze

Publikowanie komentarza