...Moja Mania
Blog dzieciocentryczny - o Maryni, o macierzyństwie, rodzicielstwie bliskości i podążaniu za dzieckiem; o wyprawce, żywieniu i zabawkach rozsądnym okiem; do tego trochę refleksji, trochę DIY wokół dzieci i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania - może ktoś, kto tu trafi, nie będzie musiał przeszukiwać drugi raz Internetu czy wypytywać innych mam o to, o co ja pytałam... Zapraszam, zajrzyj do naszego świata i rozgość się chociaż na chwilę :)

piątek, 28 lipca 2017

Czy brzydki znaczy zły?


Byłam niedawno na urlopie na Sardynii. Kilka dni wcześniej usłyszałam od bliskiej osoby pytanie, czy mam strój jednoczęściowy, bo przecież chyba tak się nie pokażę na plaży. No przecież! Moje cztery kilogramy lekkiej nadwagi są tak wstrętne, że najlepiej, żebym chodziła w worku pokutnym z otworami wyciętymi na oczy!
 
Czy zrobiło mi się przykro? Nawet nie bardzo, bo ja jestem osobą o dużej samoświadomości i akceptacji. Nie napiszę, że nie chciałabym mieć tych 4 kg mniej, bo bym skłamała. Jasne, że bym chciała. Chociaż ubrania by na mnie lepiej leżały. Po prostu jestem trochę leniwa, trochę nieogarnięta, a trochę zbyt kochająca dobre jedzenie, żeby się za siebie zabrać. Bo co ja się będę zasłaniać 10 godzinami w pracy z dojazdami, opieką nad dzieckiem i prowadzeniem domu. Pewnie jakbym się bardzo zaparła, to bym schudła. Nawet próbowałam biegać o 23 w nocy, ale jakoś ostatnio nie dawałam rady.
 
Ale smutna była myśl, że żyjemy w czasach, które głoszą uwielbienie ideału. Nawet nie piękna, co właśnie idealności. To wszystko jest dodatkowo podkręcane przez idealnych celebrytów, idealnych bohaterów seriali wiodących idealne życia, idealne długo stylizowane i fotoszopowane zdjęcia znajomych na Instagramie.
 
Byłam w tych Włoszech. Byłam na plaży. Patrzyłam na ludzi. Nie przyglądałam się im specjalnie, ale tak po prostu oczy rejestrują, kto Cię mija. A koło mnie przechodzili ludzie całkowicie różni: młodzi, chudzi, grubi, krzywi, pomarszczeni i nawet z bliznami. Nikt nie wydawał mi się brzydki, chociaż w konkursie piękności nie daliby rady. Oni byli jedyni w swoim rodzaju, każdy niósł jakiś bagaż doświadczeń - rozstępy u kobiet potwierdzały, że pewnie są matkami, a zmarszczki staruszków, że z niejednego pieca chleb jedli. Do tego rysy trochę zdradzały o przyzwyczajeniach człowieka: kto się dużo śmieje, kto pali, a kto zapewne lubi piwo.
 
A my byśmy chcieli wszystko zrównać do jednego słusznego wzorca, ładnego, ale nudnego, pustego, standardowego. Nic niemówiącego o człowieku, będącym w pewnym rodzaju jego maską. Ten same chude brzuchy, te same podniesione policzki, niezmienny pół-uśmiech Mony Lisy po botoksie.
 
I nie mówię, żeby o siebie nie dbać. Zadbane ciało to zdrowe ciało. Nadwaga nigdy nie jest wskazana, szczególnie duża. Ale nie każdy ma czas, nie każdy ma takie priorytety, nie każdy chce katować swoje ciało na siłowni, nie każdy ma czas gotować, nie każdy umie sobie zbilansować dietę i przede wszystkim nie każdy jest zdrowy. Bo otyłość może być przyczyną chorób, ale może być ich skutkiem. Gdy widzę otyłą osobę, myślę sobie, że albo jej z tym w miarę komfortowo, albo jest chora. Dopiero jak widzę bardzo otyłą osobę, która ledwo się porusza, robi mi się przykro, bo wiem, że jest jej w życiu bardzo ciężko. Ale czy odczuwam, że jest w jakiś sposób ode mnie gorsza? Nie. Szkoda mi też dzieci z dużą otyłością, bo wiem, że poza przypadkami borykającymi się z chorobami, to są dzieciaki, które to wyniosły z domu, często nie znają alternatywy, bardzo ciężko im będzie w przyszłości zadbać o siebie, będą narażone na różne choroby, a rówieśnicy mogą być wobec nich niesamowicie prześmiewczy.
 
Na swoją grubość jeszcze mamy pewien wpływ, a co z resztą? Czy możemy coś z tym zrobić, że urodziliśmy się mali, z odstającymi uszami, dużym nosem, rudzi czy piegowaci? Czy to mądry argument, żeby nazywać polityka małym czy rudym, próbując go tym obrazić? Abstrahując od tego, że nie ma czegoś takiego jak obiektywne piękno, to czy brzydki znaczy zły? Gorszy? Ludzie pierwotni wybierali partnerów, którzy byli ładni, to jest proporcjonalni o ładnych rysach i skórze. Bo wszelkie defekty organizmu mogły świadczyć o uszkodzeniu genetycznym lub przebytej chorobie. A takie jednostki natura próbowała wykluczać z doboru naturalnego. Starożytni Grecy głosili swoją triadę DOBRY = PIĘKNY = PRAWY. Tylko co, gdy ktoś urodził się brzydki? Czy to znaczyło, że był zły? A może to, że był dobry, świadczyło o jego pięknie?

Teraz mamy rozwiniętą genetykę i medycynę, wiemy, że ktoś jest chory na podstawie badań, a nie oglądu jego fizjologii. Wiemy też dzięki medycynie sądowej, że nie ma czegoś takiego jak charakterystyczne cechy sprawcy, a mordercą potrafi tak samo być piękna kobieta i przystojny mężczyzna. I wiemy też, że dzięki technologii nie potrzebujemy tak dużej grupy dobrych genów, a raczej lotny umysł. "Wyszliśmy z lasu" z całym rozwojem, technologią, systemem społecznym, który reguluje nasze zachowania. Mamy coraz większą wiedzę... tylko nadal naśmiewamy się z kogoś o odstających uszach. Nadal brzydki znaczy zły.
 
Ja mam w tym zakresie osobiście problem ze starymi baśniami, bo przecież Kopciuszek, Śnieżka czy Bella są piękne, a złe siostry, macochy czy Baba-Jaga są brzydkie. Wyjątkiem jest "Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków", w której macocha była drugą najpiękniejszą kobietą na świecie, ale w sumie nie pasowało to nawet rysownikom Disneya i mimo długich rzęs i ładnie skrojonych ust ma w sobie coś strasznego i odpychającego. Pewien przełom przyniosły późniejsze bajki Disneya, a dokładniej "Dzwonnik z Notre Dame".

Wiem, że świat nie jest czarno-biały, ale dzieci dopiero uczą się rozróżniać i nazywać swoje emocje, więc psychologia każe dzieciom taki świat kreować, a szarość wprowadzać z wiekiem. Dlatego zła królowa po prostu jest kategorycznie zła, a nie jest zwykłą, zmęczoną życiem kobietą, która przez samotny pobyt w zamku i małe zainteresowanie kochanego męża stała się złośliwa, wredna i cyniczna. A Śnieżka jest cudowną uroczą dziewczyną kochaną przez wszystkich i jakoś nikt nie zauważa, że jest pierońsko naiwna, trochę życiowo niezaradna i dała się wyrzucić z własnego domu. Te bajki pokazują prosty świat pełen wyraźnych skrajności. A żeby te skrajności jeszcze bardziej podkreślić, złe jest brzydkie, a dobre ładne. Żeby dzieci od razu mogły kategoryzować postaci jako dobre i złe.

Tylko czy nie wylewamy dziecka z kąpielą? Czy nie uczymy naszych dzieci, że brzydota, niezależnie od jej mniej lub bardziej subiektywnej definicji, jest czymś złym, czego należy w najlepszym razie unikać? Czy nie kodujemy w ich głowach pewnych schematów? Czy to nie przez nas kiedyś moje dziecko może się naśmiewać z innego albo inne z mojego? Moja Mania kiedyś zła powiedziała mi: "Nie lubię cię! Jesteś brzydka!". Wiem, że musiała ten tekst przynieść z przedszkola. I wiem, że to kolejne wyzwanie postawione przede mną jako rodzicem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz