Dziewczynka i miecz

czwartek, 7 grudnia 2017

W sobotę na moje imieniny wpadła do mnie częściowo dzieciowa ekipa. W którymś momencie jedna z dziewczynek zapytała: "Czyj to miecz?". "Mani". "Mani??". "No Mani. A co? Dziewczyny nie powinny mieć mieczy?". Chwilę zajęło jej przemyślenie odpowiedzi.

Mania i miecz

Miecz ten kupiłam na wakacjach. Wcale nie chciałam. Ale słyszałam "Mamo, meć" i "mamo, meć". Ja nie lubię nadmiaru zabawek. Nie lubię tych dużych, nieporęcznych czy niefukcjonalnych. Do miecza trzeba raczej dwóch osób. A i schować nie ma jak, bo ani to w pudełko ani na półkę. Cisnęły mi się na usta słowa "Nie, bo to zabawka dla chłopców", bo pewnie szybko zamknęłyby temat. Ale wiedziałam, że zrobię to wbrew sobie i ostatecznie ugryzłam się w język. Mogłam tłumaczyć, że za duży, że za dużo zabawek, że nie lubię zabaw w wojnę, ale nie że dziewczynce nie wypada. A może jednak nie wypada? Co uważasz?

Ostatecznie obiecałam poszukać małego miecza. Znaleźliśmy go w miesiąc później. Znowu kilkakrotnie usłyszałam "Mamo meć", co tylko potwierdziło, że Mania pamięta i że jej zależy. Kupiłam. Czasem wydaje mi się, że kupiłam ten miecz na złość życiu, chociaż to trochę górnolotnie brzmi.

Dlaczego dziewczynom tak dużo rzeczy nie wypada? Dlaczego nam kobietom nie wypada? Dlaczego człowiek nie może robić, czego pragnie, jeżeli tylko nie krzywdzi tym drugiego człowieka?

"Brzydki" obraz polskich dziewczyn

Czy wiesz, że młode Polki są najbardziej zakompleksionymi nastolatkami w Europie (wg raportu Health Behaviour in School-aged Children stworzonego przez ONZ)? 61% badanych 15-latek uważa, że jest zbyt gruba (a realnie grupa otyłych dziewczyn w tym wieku jest duużo mniejsza), połowa 12-latek, a nawet już 9-latki patrzą krytycznie w lustro! Badania instytutu badawczego NASK pokazują, że większość nastolatek żyje w rzeczywistości wirtualnej, skrupulatnie kreując swój obraz, a prawie połowa jest ciągle on-line. Dziewczyny te mają niską samoocenę, szukają w lajkach potwierdzenia swojej wartości, nierzadko zrobią totalnie głupie rzeczy, żeby tylko zaimponować grupie rówieśniczej.

Mnie ta wiedza przeraża. Bo wiem, że prędzej czy później, mniej lub bardziej ten temat dotknie moją córkę.

Wypaczany feminizm

Ostatnio "feministka" używane jest coraz częściej w negatywnym znaczeniu. W opinii niektórych feministki to baby goniące facetów do mycia okien, babochłopy w dresach, kobiety obrażające się, że przepuszcza się je w drzwiach czy dżenderry ubierające synów w spódnice, bo przecież płeć nie istnieje. Tak szczerze, to poza kobietami próbującymi (nie mówię nawet, że równo, ale jakkolwiek) podzielić obowiązki domowe, w całym swoim życiu nie spotkałam żadnych z powyższych.

I ja też jestem feministką, mimo że tej nazwy raczej nie używam, bo wierzę, że:
- kobieta jest tak samo mądra jak mężczyzna,
- kobieta ma potencjał stać się naukowcem, prezesem spółki czy prezydentem,
- kobieta ma prawo głosować i wyrażać swoje zdanie,
- kobieta ma prawo poderwać faceta,
- kobieta powinna być oceniana tak samo jak facet, gdy pójdą na pierwszej randce do łóżka (a zwykle on playboy, ona kurwa),
- mężczyzna tak samo odpowiada za swoje dziecko i swój dom.

Równocześnie wierzę, że:
- kobiety i mężczyźni różnią się, nieznacznie różni się ich sposób postrzegania świata, a czasem ich potrzeby,
- równouprawnienie nie zwalnia nas z grzeczności,
- klasyczny model rodziny jest ok., tak długo, jak obie strony są szczęśliwe,
- istnieje "chłopięce" i istnieje "dziewczyńskie",
- nigdy nie zagłosuję na kobietę tylko dlatego, że jest kobietą.

Sprzeciw społeczeństwa

Nadal bardzo razi chłopiec z wózkiem. Chociaż to przecież nie zboczenie a wczuwanie się w rolę OJCA (ojcostwo jest ok, tak?). Nadal martwi chłopiec pchający się do kuchni. A przecież mężczyźni są najlepszymi kucharzami (to naukowo potwierdzone, że mają lepiej rozwinięte kubki smakowe). Starsi boją się, że chłopak będzie zniewieściały, a może nawet stanie się gejem (chociaż nauka potwierdza, że trzeba się nim urodzić).

Nadal martwi dziewczyna chodząca po drzewach i zdzierająca kolana. Niby to normalne, ale zawsze jest strach, że zostanie babochłopem, wiecie, taką dziewczyną z politechniki z kawałów. Ja skakałam po drzewach i miałam fazę nienawidzenia sukienek. Teraz lubię.

Smuci mnie to, bo projektujemy na dzieci irracjonalne strachy, nie pozwalając im na rozwój, eksplorację, poznawanie siebie, testowanie swoich granic.

Niech dziewczyny będą silne

Chciałabym, żeby dziewczyny miały moc, takie amerykańskie girl power. Żeby znały swoją wartość. Żeby nie szukały jej potwierdzenia w oczach rówieśników. Żeby nie robiły głupot, by wkręcić się w towarzystwo. Żeby wiedziały, że mają życie w swoich rękach. Że mogą zostać inżynierem, naukowcem, wykładowcą. Że szczęście jest wewnątrz każdego z nas i nie zależy od męża czy księcia z bajki. Żeby umiały tupnąć i powiedzieć czasem "Nie", czasem "Chcę", a przede wszystkim "Potrafię". Że mogą być świetnymi kobietami w szpilkach i w dresie. Że świat stoi przed nimi otworem!


PS. Taką bluzkę ostatnio kupiłam Mani. Chyba domyślacie się, że na dziale chłopięcym?



W kolejnym poście napiszę Wam trochę o dziewczyńskiej literaturze :)

Zdjęcie główne: tvn24.pl za Disney

Książka "Moje miasto Warszawa" Paweł Beręsewicz - recenzja

niedziela, 26 listopada 2017

"Moje miasto Warszawa" to książka wydana przez Miasto Stołeczne Warszawa z wierszami Pawła Beręsewicza oraz ilustracjami Moniki Pollak. Dostały ją wszystkie warszawskie trzylatki w przedszkolach publicznych - mam nadzieję, że przedszkola prywatne to kwestia czasu.

Mania była bardzo podekscytowana, gdy ją dostała, a ja - powiem szczerze - myślałam, że to kolejna książka promocyjna miasta, a przede wszystkim pani Gronkiewicz-Waltz, bo nie omieszkała uwiecznić w książce niej swojej podobizny. Ale każdy kolejny wiersz sprawiał, że coraz bardziej się uśmiechałam. Wiersze są naprawdę ładne, ciekawe, pisane prosty żartobliwych językiem dostosowanym do maluszków. Bo utwór o pomniku syrenki tak naprawdę opowiada o fontannie u jej cokołu znienacka atakującej przechodniów (mokre skarpety!), Wisła to rejs statkiem i machanie osobom na brzegu, a w Centrum Nauki Kopernik brzmi komunikat, że zwiedzających uprasza się o dotykanie eksponatów, kręcenie korbką, ciągnięcie za sznurek i wywoływanie piorunów. Czyta się lekko, przyjemnie - pan Beręsewicz odwalił kawał dobrej roboty.

Ośmiorniczki dla wcześniaków

niedziela, 12 listopada 2017
DIY

Jakiś czas temu wspomniałam Wam o pięknej akcji Tęczowy Kocyk. Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć kolejną grupę cudownych ludzi, głównie kobiet, i ich pracę.

Akcję "Ośmiorniczki dla wcześniaków" zapoczątkowała mama Asia Kmieć, która dowiedziała się o takiej akcji w Danii. Inicjatywie patronuje Fundacja  Małych Serc, a zaangażowały się w nią setki osób, które charytatywnie szydełkują małe ośmiornice lub przekazują środki na materiały.

Dlaczego nie świętujemy Halloween

środa, 8 listopada 2017

Byliśmy dzisiaj na Łysej Górze. Szukaliśmy tych tańczących czarownic, a jak po raz kolejny udowadniałam Mani, że nie istnieją. Kilka dni temu był taki czas, że cały Facebook i Instagram został przejęty przez szkielety, upiory i dynie. Halloween na całego. U nas w domu tego święta nie było. Dlaczego?

Dlaczego dzieci nie przesypiąją nocy?

środa, 25 października 2017

Jak to jest, że jedne dzieci przesypiają prawie całe noce ciągiem po ukończeniu miesiąca lub dwóch a inne budzą się kilka razy w nocy przez pierwsze 3 lata życia? Czemu tak często dzieci budzą się co 1,5h? Czy faktycznie dziecko powinno jeść w nocy?

Od razu zaznaczam, że ten artykuł ma na celu pokazać, jak wygląda proces snu oraz jak możemy go naturalnie wspierać lub zaburzyć. Nie uczę treningu zasypiania, obce są mi metody 3-5-7, nigdy nie zostawiłabym płaczącego dziecka samego w łożeczku.

U nas chorobowo

wtorek, 24 października 2017


U nas ostatnio chorobowo. U nas, gdzie ja ostatni raz chorowałam chyba w styczniu (w każdym razie wtedy wzięłam 3 dni zwolnienia), a Mania miała lekki katar we wrześniu.

Mama na diecie

czwartek, 19 października 2017

I w końcu przyszedł ten moment, że podjęłam decyzję o pójściu do dietetyczki. Niby nic w moim życiu się nie zmieniło, ale od jakiegoś czasu żyłam w coraz większym biegu, również zawodowo, co przekładało się na stres. Waga rosła, a ja coraz bardziej nie lubiłam swojego wyglądu. Bo czym innym są rozstępy pociążowe, a czym innym tłuszcz. Po prostu tłuszcz.

Dzień Dziecka Utraconego

niedziela, 15 października 2017

Niektóre mamy obchodzą Dzień Dziecka dwa razy w roku. Bo dzisiaj jest Dzień Dziecka Utraconego. Taki bardzo smutny dzień upamiętniający te wszystkie dzieci, które się nie narodziły, chociaż czekali na nie kochający rodzice. Dzieci, które często nazywa się Aniołkami.

Drogi tato

środa, 11 października 2017


Drogi Tato,

Na pewno jesteś dobrym ojcem. To że to czytasz stawia Cię w ogóle w mniejszości ojców, bo mężczyźni raczej nie czytają blogów rodzicielskich. Na pewno bardzo kochasz swoje dzieci i starasz się, jak możesz. 

Ale co byś zrobił, gdyby matki Twoich dzieci nagle zabrakło? Piszę to, bo właśnie lecę bez rodziny, rozpędzam się w trzeszczącym bombardierze (fakt, one zawsze trzeszczą) i przez chwilę ogarnął mnie strach. A jak nie dolecę? Wiem, że wszystkim Wam byłoby psychicznie bardzo ciężko bez kobiety Waszego życia. Ale czy logistycznie dałbyś radę?



Czy wiesz, do jakiej przychodni chodzi Twoje dziecko? Kiedy ma najbliższe szczepienie? Gdzie jest jego książeczka zdrowia? Jak nazywa się jego ulubiona pani ze żłobka lub przedszkola? Jaka jest jego ulubiona bajka? Ulubiony kolor? Najlepszy kolega? Jak się je myje i przewija, jeżeli jest małe? Co lubi jeść na kolację? Czy dałbyś radę je samodzielnie uśpić?

Często tak naturalnie się składa, że to kobieta ogarnia prawie wszystko przy dziecku, bo w końcu to ona ma urlop rodzicielski. Ale dla Ciebie też jest miejsce i to nie tylko na zabawę, ale też na pomoc przy dziecku. Zobacz w ogóle jak to brzmi: "Czy ojciec pomaga przy dziecku?". Pomagać to można przy dziecku sąsiadce, starszej pani wnieść zakupy albo sąsiadowi naprawić samochód. Pomaga się w czymś, czego nie ma się obowiązku robić, ale robi się z grzeczności bądź przyjaźni. A opieka nad dzieckiem nie jest dla Ciebie grzecznością a obowiązkiem. 

Piszę to, bo znam ojca, który nigdy nie zmienił pieluchy swojemu synowi i takiego, który nie wysadzi swojej córki na sedes. I nie raz słyszałam historie o ojcach (w tym moim), którzy poszli na wywiadówkę do szkoły i pod szkołą zorientowali się, że nie wiedzą, w której dziecko jest klasie.

Pamiętaj, że nie jesteś rodzicem zapasowym tylko pełnoprawnym. Od wychowywania, a nie tylko od zabawy. Wiem, że wracasz z pracy zmęczony, ale musisz mi uwierzyć, że całodzienna opieka nad dzieckiem męczy jeszcze bardziej. Ja jak wróciłam do pracy, to wreszcie odpoczęłam, mimo że w zespole mieliśmy trzy wakaty i nie wiadomo było w co ręce wsadzić. Pamiętam, że na początku po całym dniu z małym niemowlęciem, byłam tak skonana, że wieczorem warowałam pod drzwiami z Manią na rękach, czekając na powrót męża, żeby mnie chociaż. a chwilę zmienił.

I to nie chodzi tylko o kwestię "co by było gdyby". Jesteś rodzicem. Ważną osobą dla swojego dziecka. Poświęcaj mu czas. Ucz się jego świata. Pokazuj mu swoj świat. Rób kolejny krok, mimo że to, co robisz na początku nie będzie idealne. A może nigdy, ale przecież nie musi być. Jak nie ogarniasz, ucz się od żony/partnerki. Znajdź rzeczy, w których możesz być mistrzem. U mnie mężny jest bohaterem domu w myciu głowy i w udawaniu lwa.

Może wydaje Ci się to głupie, ale wychowuję swoje dziecko tak, żeby jak najlepiej poradziło sobie w życiu - i teraz nagle i w przyszłości. Żeby jak najszybciej umiało samo się umyć, zjeść, ubrać czy wysikać, żeby umiało rozwiązywać spory, żeby sprawnie wchodziło w interakcję z rówieśnikami czy miało poczucie własnej wartości. Bo nie jestem pewna, czy zawsze przy nim będę.

Teraz wracam do pracy Polski, a mężny zostaje jeszcze prawie 2 dni na urlopie z Manią. I ja wiem, że sobie poradzi. A Ty? Poradziłbyś sobie w obcym miejscu z dzieckiem?

Dobrze, że jesteś rodzicem.
Bądź nim jeszcze bardziej!

Pozdrawiam,
Kasia,
mama Mani

"Animal ABC - book to look" G. Rzepecka-Weiss - recenzja + KONKURS

sobota, 7 października 2017

Ja to mam szczęście do polskich-niepolskich książek :) 4 lata temu, gdy Mania miała -6 miesięcy i mieszkała sobie w brzuchu all inclusive, a ja spacerowałam w Cambridge, na wystawie zobaczyłam pięęękną książkę. Na okładce pisało "Maps" i wyraźnie była ona napisana dla dzieci. Och! Żeby u nas były tak fajne książki, pomyślałam z małym smutkiem, głaszcząc się po brzuchu. Podeszłam bliżej i czytam "Aleksandra i Daniel Mizielińscy" - no polska książka, na bank!

Gdy ostatnio dostałam książkę od kolegi, który mieszka za granicą, przeczytałam na okładce "Animal abc". Światowiec, pomyślałam i serdecznie się ucieszyłam z prezentu. Bardzo lubię dostawać zagraniczne książki, bo ich sprowadzanie do kraju jest drogie, a sama przywożę je osobiście raz na dwa lata, gdy odwiedzam rodzinę w Wielkiej Brytanii. Ale, ale, znowu patrzę na autora, a tu "Gabriela Rzepecka-Weiß". No trochę nie brzmi mi to na Angielkę ;) Oczywiście nazwisko też mi coś mówiło - autorka jest siostrą mojego kolegi, również matką, lingwistką, graficzką i właśnie wydała swoją książkę. Z całego serca gratuluję!

Rodzinny weekend: Galeria Figur Stalowych - recenzja

sobota, 23 września 2017

 Galeria Figur Stalowych - recenzja - weekend z dziećmi - warszawa - pruszków - gdy pada - jesień - zima

Co robić, gdy ciągle pada, w domu się nudzi, a dziecko jest za małe na wycieczkę do muzeum?

Jest niedaleko Warszawy bardzo fajne miejsce. Mało znane, chociaż ostatnio nawet widziałam ich reklamę. Ba!, nawet po wjechaniu na podwórko zastanawiasz się czy jesteś w dobrym miejscu. To Galeria Figur Stalowych inspirowana Galerią Figur Woskowych. Mieści się w Pruszkowie przy skupie złomu. Jak widzicie czołg, to jesteście w dobrym miejscu, bo to Skup Złomu Przy Czołgu :)

A gdzie czapeczka, czyli jak ubierać dziecko

środa, 20 września 2017

Przyszła jesień. Niektóre dzieciaki biegają już w czapkach, inne nie. Dla matek to taki irytujący czas otwarcia sezonu pt. "A gdzie jest czapeczka?". A te zakładające mogą dla odmiany usłyszeć: "Jak już teraz zakładasz czapkę, to co będziesz robić, jak będzie -10?". Bo pamiętaj: co nie zrobisz, to będzie źle.

Anita Bijsterbosch, "Wszyscy ziewają" - recenzja

niedziela, 17 września 2017
Anita Bijsterbosch, Wszyscy ziewają, wydawnictwo adamada, recenzja, książka na dobranoc, książka do poduszki, książka dla dwulatka, sposób na zaśnięcie

"Wszyscy ziewają" Anity Bijsterbosch to prosta książka z małą ilością tekstu, prostymi (acz ładnymi) rysunkami, za to z arcyciekawym pomysłem. Opisać ją można jednym zdaniem: pokazuje 9 ziewających zwierząt i ziewające dziecko. Ale nie o to tu chodzi. Cała radość jest w tym, że ziewa się, fizycznie kłapiąc szczękami, dzięki specjalnym okienkom. Tak mało a tak dużo! Na końcu sowa szepcze "Ciiii" i wszyscy zasypiają. Razem z Tobą, rodzicu. I z Twoim dzieckiem (oby). A jak nie uśniecie, to na pewno zaczniecie nieźle ziewać. W końcu ziewanie jest zaraźliwe ;) 

Właścicielu psa

wtorek, 12 września 2017
Pies a dziecko - wystraszył dziecko - duży pies - bez smyczy

Właścicielu psa,

psa Ediego, który zaatakował moją córkę. Cieszę się bardzo, że Twój pies nie gryzie. Nawet bardzo. Ale wyobraź sobie, że wielki pies biegnący do trzylatki i otwierający paszczę może ją nieziemsko wystraszyć. Wyobraź sobie, że wyrywając jej z ręki ciastko, mógł ją ugryźć. I nawet, że to ciastko mogło być dla dziecka ważne.

Dzieci i psy nie zawsze mają ze sobą po drodze. Są psy, które nie lubią dzieci, są też dzieci, które boją się psów. I zasadniczo jedni drugim mogą zrobić krzywdę (sprawić ból, wystraszyć lub po prostu naruszyć strefę komfortu). To naszym obowiązkiem, rodziców i właścicieli, jest sprawić, by obie strony były bezpieczne. 

Różności - sierpień

czwartek, 31 sierpnia 2017
02/08
Mania: "W przedszkolu dzieci będą płakały, będą się bały. A ja im powiem: zawsze one przychodzą, mamy".

04/08
Ja: "Nie szalej przez chwilę, żeby cię matka mogła ubrać."
Mania (trochę zdziwiona): "Dlaczego matka?"
Ja: "No ja..., matka to mama."
Mania: "Ale matka brzydko."
Ja: "Czyli co? Mama?"
Mania: "Uhm"

12/08
Mania śpiewa: 🎶"Idziemy do śmietnika... halo halo halo... Dzieci chcą iść do śmietnika... I wyrzucić... I nie mogą... Bo tam śmierdzi... Hop hop hop... Bo tam śmierdzi!"🎶

16/08
Mania: "Mamooo, nieeee!!! Ja będę miodować!"


Mamo, napraw misia

czwartek, 31 sierpnia 2017
  
"Mamo, miałaś naprawić mi metkę!", powiedziała niedawno Mania z wyrzutem.
Czasem łatwo nam zapomnieć, że rzeczy, które są dla nas nieważne, dla dzieci mogą być na wagę złota. Na przykład metka dla dziecka memłacza-metkowca. Ja akurat o tej metce pamiętałam, tylko ja zwykle szyję, gdy Mania śpi, a ona przecież śpi z misiem-przytulisiem. A ten, co by nie było, mocno się zamortyzował przez te ostatnie 2,5 roku, metka praktycznie przestała istnieć.

Eva Susso, Benjamin Chaud, "Babo chce" - recenzja

niedziela, 27 sierpnia 2017

 

"Babo chce" to obok "Lalo gra na bębnie" i "Binta tańczy" rewelacyjna książka szwedzkiej pisarki Evy Susso i francuskiego rysownika Benjamina Chauda. To tak dobra seria książek, że nie mogłam się doczekać, żeby znaleźć chwilę wolnego czasu, by napisać tę recenzję.
 

"Zabawa w oczka", Herve Tullet, recenzja - książka nieksiążka

sobota, 19 sierpnia 2017

Generalnie bardzo lubię książki Herve Tulleta, chociaż niektóre wydają mi się robione po linii najmniejszego oporu. Przed Dniem Dziecka zauważyłam nowo wydaną serię Herve Tulleta w Empiku z naklejką "tylko w empiku" i postanowiłam dorzucić jedną córce do prezentu. Po kilku minutach oglądania wybrałam tę, która najbardziej mi się spodobała i która w mojej opinii była jeszcze w stanie zaciekawić prawie trzylatkę.

Nowy uszytek - ręcznik dla lali

czwartek, 3 sierpnia 2017
DIY

Nie wiem, czy wiecie, ale obie lalki-bobasy mają u nas status członka rodziny. Mogę z dumą pochwalić się, że jestem babcią :) Lale mają swoje gadżety: wózki, smoczki, butelki.

Ponieważ Mania ma końcówkę rotawirusa, a na dworze upał, musi niestety siedzieć w domu. A jak wiadomo w domu zawsze jest troszkę nudniej niż na dworze. Stąd konieczność przeszycia prującego się szwu piżamy stała się pretekstem do odgrzebania starego projektu. Gdy jakiś czas temu jechaliśmy z mężnym odebrać używany ręcznik Skip Hop z Olx za 5 zł, usłyszałam, że jestem trochę nie ten tego ;) Pewnie to prawda, ale w mojej głowie był już plan.

Czy plastik jest zdrowy czy szkodliwy?

niedziela, 30 lipca 2017
 Czy plastik jest szkodliwy czy zdrowy, naczynia plastikowe, naczynia dla dzieci, otyłość u dzieci, surowce sztuczne, bpa, bpa-free, melamina

Czy wiesz, że nieodpowiedni dobór naczyń może wpływać na zdrowie i wagę Twojego dziecka?

Kiedyś w Polsce królowały surowce naturalne. Dzieci ubierało się w bawełnę, wełnę (nikt wtedy nie płakał, że nie wolno, bo może się pojawić alergia, dopiero jak się okazjonalnie pojawiła, to się wełnę wykluczało), w domu były metalowe garnki, szklane butelki i słoiki. I smoczki kauczukowe. Co ciekawe, nie było też praktycznie śmieci, bo zniszczone ubrania szły na szmaty, a te potem były wrzucane do ognia, garnki zostały zeżarte na dworze przez rdzę w jeden-dwa sezony (nie było jeszcze stali nierdzewnej), szkło służyło długo, a jak się już potłukło, to uzupełniało betonowe fundamenty. żyliśmy dużo bardziej ekologicznie. Ale to już historia na inny wpis.

Czy brzydki znaczy zły?

piątek, 28 lipca 2017

Byłam niedawno na urlopie na Sardynii. Kilka dni wcześniej usłyszałam od bliskiej osoby pytanie, czy mam strój jednoczęściowy, bo przecież chyba tak się nie pokażę na plaży. No przecież! Moje cztery kilogramy lekkiej nadwagi są tak wstrętne, że najlepiej, żebym chodziła w worku pokutnym z otworami wyciętymi na oczy!

Różności - czerwiec

czwartek, 27 lipca 2017
10/06
Mania ogląda książeczkę i widzi płatek śniegu.
Mania: "Co to?"
Ja: "No zgadnij. Takie białe. Zimą było. Leży warstwą na drzewach i ziemi..."
Mania: ?
Ja: "Na 《ś》"
Mania: "Nasiono?"
 
11/06
Mania: "Ciociu, a ja będę mieć braciszka!" (nic mi o tym nie wiadomo)
Ciocia: "A jak będzie mieć na imię?"
Mania: "Julka!"
Ciocia: "Jak braciszek, to chyba Julek?"
Mania: "Nie, Julka!"
 
18/06
"Mamo, potrzymaj mi soczek. Tylko nie pij, bo się zapłaczę"

Moje pierwsze książki: "A dlaczego?", Anna-Clara Tidholm (9M+)

sobota, 15 lipca 2017
Bardzo spodobały mi się dwie poprzednie książki Anny-Clary Tidholm, tj. "Gdzie idziemy?" i "Jest tam kto?", ale tej jednej jakoś podświadomie unikałam. Chyba bałam się tego ciągłego "A dlaczego?", "A po co?", a przede wszystkim bycia zmuszoną do wyszukiwania odpowiedzi na te pytania.

Źródło: www.zakamarki.pl

Zabawki mojej córki są jej!

środa, 12 lipca 2017
 
Wyobraź sobie taką sytuację:

➡ Przychodzisz do pracy, a przy twoim biurku ktoś siedzi. "To jest Jola. Ona jest nowa. Musisz być gościnna i podzielić się z nią swoim biurkiem", mówi szef.

Albo:

➡ Siedzisz na ławce przy placu zabaw, dosiada się ktoś, wydziera Ci z rąk telefon z komentarzem, że tylko sobie smsa wyśle.
 
Fajnie? Spokojniejsi stwierdzą, że co najmniej dziwnie. A bardziej nerwowych krew zaleje.
Dlaczego więc dzieciom każemy oddać swoje zabawki i to jeszcze z uśmiechem? Skoro my jesteśmy tak przywiązani do rzeczy, dlaczego one miałyby nie być? Rozumiem, że próbujemy dzieci uczyć się dzielić, ale czy sami aż tak bardzo się dzielimy swoimi rzeczami? Komu pożyczysz swój samochód czy telefon? Co tak naprawdę jesteś w stanie pożyczyć obcemu? Papierosa, zapałki, mapę, nóż w schronisku... coś więcej?

Jeden wypadek, dwa foteliki, różne skutki

czwartek, 15 czerwca 2017
Angela to młoda kobieta, matka jak ja i Ty. Niestety, gdy w ubiegłym roku jechała samochodem ze swoimi dwoma córkami, uderzyła czołowo w drzewo. Obie jej córki były prawidłowo zapięte w swoich fotelikach, przy czym jedna jechała przodem, a druga tyłem do kierunku jazdy.

Na swojej tablicy na FB napisała rozpaczliwy list, którego tłumaczenie znajdziecie poniżej:

"DOWÓD NA TO, ŻE WOŻENIE TYŁEM TAK DŁUGO, JAK TO MOŻLIWE, JEST WAŻNE.

Piszę to, siedząc przy szpitalnym łóżku mojej prawie dwulatki (jutro kończy dwa lata), która wreszcie zasnęła po kolejnym ciężkim dniu. A moje prawie roczne dziecko śpi w swoim wózku w Westmed Children's Hospital.


26 lutego moje zwykłe szczęśliwe życie rozsypało się na kawałki i rozpoczął się koszmar.

Wracaliśmy w ciągu dnia z wizyty u dentysty wiejską drogą, gdy nasz SUV uderzył w drzewo z prędkością 100 km/h. Uderzenie były tak silne, że samochód dachował, a drzewo złamało się i upadło na samochód, zakleszczając nas w nim.

Mania ogrodniczką

piątek, 9 czerwca 2017
Dzieci zwykle traktują wiele codziennych czynności jak dobrą zabawę. A ponieważ mężnego nie ma, a ja mam niezłą listę zadań do zrobienia, zaangażowałam Manię w swoją pracę, a dokładnie w przesadzanie kwiatków.


Właściwie to większość pracy wykonała ona, bo jak zabrała łopatkę, to już nie chciała oddać. "Mama sadzi rękami, a ja łopatką, bo nie mam rękawiczek". Dobrze, że znalazłam jeszcze jeden worek ziemi i doniczkę w piwnicy, bo rozmach był :D "Jeszcze, jeszcze, fajne to!".

Po egzaminie

środa, 7 czerwca 2017

"Katarzyna, wygląda na to, że nie wyspałaś się w ciągu ostatnich kilku tygodni", obwieszcza mi codziennie aplikacja Samsung Health. Jakbym sama nie wiedziała ;)
 
Czuję się trochę jak parę dni po porodzie. Wtedy odwiedziła mnie mama i wyszłyśmy razem na spacer z malenką Manią. A ponieważ ona tak ładnie spała w wózku, na drugi dzień mama zaproponowała, że wyjdzie sama, a ja będę mieć pół godziny wolnego. Trochę dziwnie było mi oddać własne dziecko. Ale nagroda kusiła. Pół godziny!!! Mój mózg pracował mniej więcej tak: "O Boże, o Boże! Co tu zrobić, co tu zrobić?? Zjem obiad. Tak, spokojnie usiądę i zjem obiad! Albo nie, umyję sobie wannę, bo z dzieckiem na ręku trudno. No gdzie! Olać jedzenie, olać wannę, zdrzemnąć się!!!". Moje myśli biegały, jak pies spuszczony ze smyczy.
 

Życzenia na Dzień Matki

piątek, 26 maja 2017
Dzwonię do mamy, a w tle Mania:
"O mama, daj, daj, ja chcę! (do słuchawki:) Mamo!! Jestem u babci! Kocham cięęęę!!! Bardzo cię kocham! Zdrowia! I nie mam skarpetek!!!!!!"

Dzisiaj niestety wyszłam z pracy późno. I padał deszcze. I zmokłam. Ale to wszystko po to, żeby każda mama dostała tęczę. A ja jeszcze dostałam konwalie ("Masz mamo, żebym nie zepsuła" ;)). I na koniec na pocieszenie piękne niebo, żeby było mi się lżej uczyć :)






Różności - maj

czwartek, 25 maja 2017
03/05
Tata: "Ojej, założyłem Ci majtki w złą stronę"
Mania: "Taki gapcio jesteś!"

17/05 "Mamusiu, musisz tu umyć, bo wczoraj Lusia pobrudziła. Ja widziałam"

18/05 "Śpi babcia? Śpi?? Niemożliwe, że śpi. Jest dzień!"

18/05 Mania dorwała mój telefon. Zainstalowała mi... Dzienniczek migrenowy ;-)

18/05 Musiałam zostawić Manię z babcią, która jest po operacji. "Byłaś grzeczna dla babci?", pytam po. "Tak, jestem babci opiekunką".

19/05 Babcia odważyła się i wyszła z Manią z domu. Wstają z ławki, a Mania: "Poczekaj, wezmę ci siatkę!"

O szczepieniach subiektywnie

środa, 10 maja 2017


Sytuacja 1. W szkole rodzenia położna doradza, by szpitalu zapłacić 50 zł za lepszą szczepionkę ma WZW. Jak to lepszą? To są gorsze? I dlaczego system zdrowotny oszczędza na niemowlętach???

 
Sytuacja 2. Czytam i czytam. Co się da. Po polsku i po angielsku. Aż głowa pęka. Niestety w Polsce dostępne są tylko oficjalne strony typu szczepienia.pl albo po drugiej stronie barykady stopnop.pl. Stopnop nie czytam (chyba, że jakiś odsyłający link, to zerkam), ale za to czytam Marię Majewską. I rozporządzenia Ministra Zdrowia oraz komunikaty Głównego Inspektora Sanitarnego. Są jeszcze fora rodzicielskie, ale pojedyncze przypadki są niczym w statystyce ("Nie szczepię i moje dziecko nie choruje, a koleżanka szczepi i jej ciągle choruje"), a bardziej profesjonalnie mówiąc statystycznie nieistotne. I fora para-medyczne lekarzy i rodziców dyskutujących o ułożeniu optymalnego kalendarza szczepień - te już lepsze. Im więcej czytam, tym bardziej czuję się głupia. Aż głowa pęka. Dymi wręcz.

Nowa odsłona kultowej serii "Poczytaj mi, mamo"

sobota, 6 maja 2017
Możecie wierzyć lub nie, ale "Poczytaj mi mamo" to seria wydawnictwa Nasza Księgarnia, którą pamiętam jeszcze z własnego dzieciństwa. Wtedy były to kwadratowe kilku-kilkunastostronicowe książeczki w miękkiej oprawie. Większość z nich ma tyle lat, co ja i kilka jeszcze uchowało się w naszej rodzinnej biblioteczce.


Kilkanaście już lat temu Nasza Księgarnia postanowiła wznowić wydanie serii, ale w zmienionej formie. Po 10 opowiadań zostało zebranych w jeden tom w twardej oprawie z dokładnym odwzorowaniem treści i tak charakterystycznymi rybkami i koniczynkami na okładce. Olbrzymie brawa dla wydawnictwa za zachowanie rysunków świetnych polskich rysowników i odwzorowanie graficzne starych wydań łącznie z okładkami zewnętrznymi i wewnętrznymi, przez co pewnie niejednemu rodzicowi oczy zaszkliły się ze wzruszenia, jak brał tom do ręki i przypominał sobie stare opowiadania. Ja w każdym razie sporo z nich pamiętałam łącznie z obrazkami, co mnie zaskoczyło. Takich "oryginalnych" tomów do tej pory wydano już osiem, a do tego jeszcze kilka innych ("Baśnie braci Grimm", "Mitologia" czy "Dzieci z Bullerbyn") w spójnej oprawie.

Różności - kwiecień

wtorek, 2 maja 2017
17/04"Lusia musi urosnąć, żeby była panienką i mogła jeździć na hololondze jak dziewczyny"

29/04 "Z Lusią idziemy na basen. Spróbujemy czy Lusia się nie otupi!" ;)

29/04
Ja: "Kupiłam ci skarpetki" 
Mania: "A dlacego?" 
Ja: "Bo cię kocham" 
Mania: "Oooo jakie słodkie. Jak sobie te obsikam (pokazując na obecne), to sobie założę"

Nietypowe Święta

niedziela, 16 kwietnia 2017

Nigdy bym nie przypuszczała, że tak spędzę którekolwiek Święta. I nie, nie wyjechaliśmy wszyscy na Kanary.

Wyeksmitowałam za to całą swoją rodzinę do teściów. Leżę teraz w wannie w pustym mieszkaniu i nawet nie jest mi smutno. Odpoczywam. Tę małą chwilkę.

W poniedziałek odebraliśmy moją mamę ze szpitala po ciężkiej operacji. Jej koleżanka, która miała się nią opiekować za stary dług, stwierdziła, że jednak przyjedzie po Świętach. Wzięłam więc zwolnienie lekarskie na opiekę, po które zresztą musiałam się ustawić o 6:30 w kolejkę do recepcji POZ, bo "bogowie ortopedzi" nie zniżają się do tak błahych rzeczy, jak wypisanie zwolnienia czy skierowania.

Zamieniłam więc mamy kawalerkę w mały szpital, załatwiłam skierowanie na zdjęcie szwów i pobranie krwi. Do tego nałożyło się składanie papierów do przedszkoli, o których w tym wszystkim totalnie zapomniałam, zakupy przedświąteczne, wizyty w aptece, zawożenie Mani do przedszkola i kursowanie między dwoma mieszkaniami (żeby dziecko rano ogarnąć, a wieczorem położyć spać) i próby nauki, o porządkach już nie wspominając, bo nie zostało na nie za dużo czasu.

O tym, że w Wielki Czwartek przedszkole jest zamknięte przypomniałam sobie przy zamkniętej furtce. Przez paskudną pogodę spędziłyśmy więc dwa dni we trzy (jedna leżąca, jedna biegająca i jedna gotująca i ogarniająca to wszystko) na 30 metrach kwadratowych. Mania się nudziła, więc szalała, chwilę wytchnienia przynosiła mi godzina jej drzemki.

Namówiłam więc męża na wyjazd na Święta do teściów, chociaż po pierwszej myśli ostro odrzuciłam ten pomysł. Pomyślałam, że Mani i mężnemu będzie dużo weselej z moimi teściami i szwagierką niż samym w domu lub tu ze mną w szpitalnej kawalerce, że mężny więcej odpocznie, bo dziadkowie się nimi zaopiekują, że zamiejscowa babcia wreszcie będzie mogła pomalować jajka razem z Manią.

Ugotowałam dzisiaj barszcz i zrobiłam sałatkę, żeby jutro było gotowe, wytrzymałam 2,5 godziny Mszy (zawsze zapominam, że ta sobotnia jest tak przeraźliwie długa, ale chociaż poczułam klimat Świąt), a teraz na szybko szybko ładuję baterie. Jutro Wielkanoc. Życzę Wam zdrowia, odpoczynku i błogosławieństwa Bożego! A sobie już chyba tylko siły do nauki i wytrwałości do czerwca.

Egzamin

wtorek, 4 kwietnia 2017
Mania naniosła książek do łóżka i zawołała: "Uczę się. Mamo, tylko mi nie przeszkadzaj".


Oznacza to, że zbliża się mój czerwcowy egzamin, cała rodzina odczuwa moją naukę, a ja nie mam czasu na nic. Na pisanie tym bardziej.
 
Marzy mi się poleżeć, nic nie robić i o niczym nie myśleć, marzy mi się wyjechać z rodziną nad wodę, marzy mi się wypić lampkę wina na balkonie z koleżankami. Ale postawiłam przed sobą pewien cel i muszę do niego dążyć.
 
Trzymajcie kciuki!

Jak dobrze mieć sąsiada

piątek, 31 marca 2017

W dawnych czasach znałam wszystkich sąsiadów z klatki i sporo z bloku. Byłam niejadkiem, więc obiady jadałam u sąsiadów piętro wyżej. Mieszkali tam kilka lat starsi bliźniacy. Mieli oni ciocię w Stanach czy Niemczech, która poza ciekawymi słodyczami wysyłała różne rzeczy, których w Polsce nie było. Np. talerzyk z helikopterem na dnie. Więc szurałam łyżką po dnie, żeby dobrze obejrzeć ten helikopter :D W ogóle w grupie jest lepszy apetyt, więc mama np. gotowała jajko i szłyśmy je zjeść gościnnie. Czasami, jak ktoś nie domknął drzwi mieszkania, to zasuwałam do nich do góry na czworakach. W dół nie umiałam, ale mama doskonale wiedziała, gdzie mnie znaleźć.

Różności - marzec

wtorek, 7 marca 2017
03/03
Ja (do budzącej się Mani): Mogłabym cię zjeść!
Mężny: Nie mogłabyś, bo masz post od słodyczy, a ona jest baaardzo słodka!

07/03
Przegląd miłości ;) "Mania lubi melona. I lubi lizaki i cukierki, i czekoladę, i ciastka, i tort, i marcepana, i picie czekoladowe..."

14/03 
"Tato, nie masz skarpetków. Zaniosę cię!"

19/03
Ja: Kopnęłaś tatę w buzię i sobie wargę rozciął na zębie.
Mania: Wypadł?
Ja: Nie wypadł.
Mania: Zaraz wypadnieee...

23/03 
"Uspokój się, tata!"

24/03
Mani spękały usta, więc dostała swoją pierwszą szminkę, przepraszam, "spinkę do ustów" :D

Jak nie stracić głowy, kompletując wyprawkę?

niedziela, 26 lutego 2017


Dawniej...

Skompletowanie wyprawki kiedyś było dużo prostsze. Mieszkało się wielopokoleniowo, więc bardzo pomagały babcie, w sklepach były tylko podstawowe rzeczy, ubranka dostawało się od znajomych, trochę kupiło, ew. jakieś wydziergało na drutach czy szydełku, do tego jakiś kocyk i becik (często znoszone ze strychu), używane łóżeczko i wanienka, duży zapas pieluch tetrowych, oliwka, puder, spirytus, mydło Bambino i jazda. Laktatorów nie było - przy nawale mlecznym pomagał... ten tego... mąż. Szumisie czy dedykowane płyny do odkażania zabawek nie istniały nawet w głowach swoich twórców. A ubranka używało się tak długo, jak się dało - jak dziecko nie mieściło się w pajacu, to obcinało się stopy (temu pajacu rzecz jasna).

i dziś...
 
Teraz żyjemy w czasach dobrobytu. Mamy więcej pieniędzy, a ilość dóbr w sklepie doprowadza do zawrotów głowy. Mamy są zbyt daleko, żeby doradzać, a jak są blisko, to i tak najczęściej nie mają u nas macierzyńskiego autorytetu - bo jak można słuchać kogoś, kto zawijał nas w tetrę, pupę posypywał mąką ziemniaczaną, a pępek smarował spirytusem brrr! (Potem życie pokaże, że poza postępem kosmetologicznym i lepszym poznaniem fizjologii dziecka tak dużo się przez te kilkadziesiąt lat nie zmieniło, a mąka ziemniaczana dalej jest świetnym środkiem na pieluszkowe zapalenie pupy).

Do tego należy dodać cechę rodzica, który sam nie zje, a dziecku odda, i pewną dawkę hormonów i stresu przed nieznanym i mamy naprawdę świetną pożywkę dla dużych koncernów, które całe życie próbują wmówić nam, że potrzebujemy tego, czego nie potrzebujemy.

A tak w ogóle, to kobiecie przed porodem pojawiają się czasem dziwne myśli i przemyślenia, np. "Jaki kupić płyn do higieny intymnej?" lub "Czy powinnam kupić specjalny płyn o mycia butelek?"

Macierzyństwo

piątek, 24 lutego 2017
Przez długi czas była cisza, a tu nagle okazało się, że kilka bliskich mi kobiet jest w ciąży. Każda z nich jest inna (i ciąża i przyjaciółka), ale łączy je to radosne, troszkę niespokojne wyczekiwanie maluszka.
 
Ja też czekam na te dzieci, jakby to byli moi siostrzeńcy. Jakoś tak jest, że jak ktoś już ma to swoje wyczekane i kochane, to kocha wszystkie maluszki i czeka na nie z niecierpliwością.
 
Kiedyś głupio mi było, gdy moja ukochana siostra cioteczna tak bardzo wyczekiwała mojego dziecka. Głupio, bo ja kilka lat wcześniej cieszyłam się z jej ciąży, ale to było całkiem inne spektrum uczuć. Teraz już wiem, co nas różniło: kontekst - ona była matką i patrzyła na moją ciążę z perspektywy własnego macierzyństwa.

Różności - luty

środa, 8 lutego 2017
1/02 Mania czytałam niedawno Turlututu, a teraz w kluczach znalazła brylok. "Wieża Aflaa. Taka sama!
 
6/02 "Taty nie ma. Martwię się o tatusia!" (Był w pracy)
 
8/02 "Róziowa, róziowa, roziowa!!! Maścia do dupki. Tam na gorze, pokazałam ci, o tam" czyli higiena z tatą

9/02 Babcia poprosiła, żeby jej powiedzieć, jak jest małpa po angielsku, bo Marysia się uczyła w przedszkolu. Okazało się, że zna już: mon...key!, e...lefant!, dog!

Ja: "A powiedz, jakie zwierzątko chcesz, to ci powiem po angielsku."
Mania: "Strusia!"
Tata: "A skąd ty znasz takie zwierzątko?"
M. (oczywistym tonem): "Mania przecież zna strusia!"

M.: "Nie zjadaj mi! Nie ruszaj tego, to Marysi jest. Nie można tego jeść Marysi. To Marysia tu zje wszystko!"

22/02 Dwa dni temu żeby się trochę pouczyć w spokoju, wysłałam Manię razem z mężnym do sklepu na skrócenie spodni. Argumentem przekonywującym był kącik zabaw i stoisko z rurkami. Niestety stoiska nie znaleźli, mężny stwierdził, że pewnie się zlikwidowało. Dzisiaj pojechali razem odebrać spodnie. Po zabawie w kąciku wracali do samochodu inną drogą, nagle Mania stanęła i zawołała: "PACHNIE RURKĄ!!". Tak, znalazła.
 
26/02 Jajko obrane ;)

Pachnąca wiatrem

poniedziałek, 6 lutego 2017
Włosy mojej Maryni po umyciu pachną mokrym psem.

Pierwszy raz ten zapach zaskoczył, trochę drażnił. Wcześniej pachniała po bobaskowemu, a potem długie włosy myte lekkim hipoalergicznym bezzapachowym płynem zaczęły pachnieć sobą. Zapach nam dorosłym całkowicie zapomniany przez dobrze prosperujący przemysł kosmetyczny. Dlatego najbardziej kojarzący mi się z moim psem świeżo umytym szarym mydłem bądź ochlapanym letnim upałem w beczce.

Pierwsza większa rozłąka z Manią

sobota, 14 stycznia 2017
Tak się złożyło, że moja mama jest w sanatorium. W poprzednim tygodniu przyjechała do Mani teściowa, jeszcze poprzedni łataliśmy razem z mężnym, jego siostrą i "ciocią"-sąsiadką, a teraz nie mieliśmy wyjścia i mężny właśnie wywiózł Manię do teściów. Na tydzień.

Nasze nocne rozłąki mogę policzyć na palcach jednej ręki: mój kilkudniowy pobyt w szpitalu, służbowy wyjazd integracyjny z noclegiem, krótki wyjazd z mężnym do mojej rodziny na Ukrainę. W czasie tego ostatniego zostawiliśmy Manię po drodze u teściów, bo nie było sensu ciągnąć jej tylu kilometrów. Poszliśmy spać wszyscy razem, my się zerwaliśmy w drogę koło 6 rano, zostawiając śpiącą Manię, a wróciliśmy drugiego dnia koło północy - więc Mania dwa razy zasypiała z babcią. Całkiem bezboleśnie to wyszło.

Mężny odwiózł Manię i teściową dzisiaj i zostaje do jutra, żeby Mania jeszcze pierwszą noc oswoiła razem z nim. Myślałam, że pierwsze 2-3 dni przelecą bez problemu, a najwyżej potem zaczną się "schody". Rozwiązaniem awaryjnym jest pojechanie po nią w środku tygodnia, zabranie do domu i urlop na żądanie.

Różności - styczeń

sobota, 7 stycznia 2017

7/01 "Hejże ino dyna dyna, narodził się Bóg dynia..." ;D

26/01 Tata-bohater upolował chyba ostatni przeceniony domek w Rossmannie. I to przypadkiem, bo odwoził kolegę na Wilanów.

30/01 "Trzeba naprawić telnet." (=Internet, bo Pepa nie chodzi)

CzuCzu Duuuże Puzzle Wieś - recenzja (2+)

środa, 4 stycznia 2017
Ponieważ dostaliśmy sporo zabawek po kuzynkach, to relatywnie mało ich kupuję, bo wyznaję minimalizm. Zauważam fajne nowe marki powstające na rynku, ale nie zawsze mam okazję je przetestować. Z marką CzuCzu pierwszy raz spotkałam się, gdy Mania otrzymała dwuczęściowe puzzle do nauki kolorów - dobrze przemyślane i fajnie zrobione. Mamy też trochę drewnianych puzzli innych firm i wydawało mi się, że potrzeba nam jeszcze trochę czasu zanim Mania zacznie układać "normalne" puzzle o małej ilości elementów. A tu nagle chrzestny przyniósł pod choinkę CzuCzu Duuuże Puzzle Wieś i okazało się, że jest zabawka, która tę lukę wypełnia.